Gdzie zjeść w Bukareszcie? Top 5 hipsterskich miejscówek

Wśród gwiazd, które nie odróżniają Bukaresztu od Budapesztu, znaleźli się Michael Jackson, członkowie Metalliki i Lenny Kravitz. To oni, rozpoczynając koncerty w stolicy Rumunii, powitali rozentuzjazmowany tłum okrzykiem „Hello Budapest!”. Konsternację przekuto w akcję „Bucharest not Budapest”, która być może i was uchroni przed pomyleniem stolic byłych demoludów. Obejrzyjcie koniecznie ten film.

Dlaczego warto jechać do Rumunii? (Dużo zdjęć z różnych zakątków kraju).

Czy prócz podobnych nazw coś jeszcze łączy Bukareszt z Budapesztem? Na pewno komunistyczna przeszłość, o której Rumuni raczej nie będą chcieli z wami rozmawiać. Budapeszt zdaje się mieć etap rozliczeń za sobą, o czym świadczy choćby działające tam Muzeum Terroru, w Bukareszcie blizny po Ceauşescu jeszcze się goją, brakuje dystansu potrzebnego do oswojenia przeszłości, nie mówiąc już o jej skomercjalizowaniu. Niemniej o wiele więcej tu twórczego fermentu niż na ulicach Węgier, wciąż niepogodzonych z postanowieniami traktatu w Trianon z 1920 roku, za sprawą których Rumunia powiększyła się o węgierską Transylwanię, część Banatu, Maramureszu i Kriszany. Podobnie na talerzu – węgierski langosz czy pörkölt to pewna melancholia, rumuńska pasterska mamałyga zaś to paliwo nie tylko do wypasu owiec, lecz także pląsów w mieście.

Gdzie i co zjeść w Budapeszcie? Sprawdźcie mój kulinarny przewodnik po stolicy Węgier.

Pierwsze skojarzenie z Bukaresztem to wybetonowana promenada prowadząca do jednego z największych budynków na świecie – Pałacu Parlamentu (Domu Ludowego) postawionego na zlecenie dyktatora Ceauşescu. Na miejscu okazuje się, że prócz tego pałacowego kuriozum, na którego wybudowanie poświęcono wiele zabytkowych domów i kościołów, jest jeszcze przedziwny pomnik odrodzenia zwany przez bukareszteńczyków „Pomnikiem kartofla” i „Oliwką na wykałaczce”. Poza tym to przede wszystkim piękne, niejednoznaczne miasto z neoromantycznymi, neobarokowymi i secesyjnymi pałacami oraz kamienicami, przeplatającymi się z modernistyczną i socrealistyczną architekturą w sposób skoncentrowany i nieobojętny.

Delektujcie się tym połączeniem, odwiedzając polecane przeze mnie lokale. Oto najlepiej zapowiadające się i przyciągające rumuńskich hipsterów miejsca. Przy większości podaję ceny – orientacyjny kurs lei do złotówki wynosi mniej więcej jeden do jednego.

 

Gdzie i co jeść, czyli kulinarny przewodnik po Bukareszcie

1. Casa Universitarilor, strada Dionisie Lupu 46

Eklektyczny pałac z akcentami architektury gotyckiej od 2007 roku jest własnością uniwersytetu. Na jego tyłach działa duży restauracyjny ogród pod zadaszeniem, z wyglądu przypominający sanatoryjne, wczasowe przybytki z czasów PRL-u. Przy długich, weselnie zasłanych białymi obrusami stołach piją wino profesorowie i studenci, podstarzałe kokoty w fikuśnych kapeluszach, wielopokoleniowe rodziny i chłopackie bandy ścigające się na kieliszki. Sądząc po obłokach dymu, na każdego gościa przypada przynajmniej rama szlugów, co w sumie nie przeszkadza, bo restaurację otula soczysty, zielony park i produkowane przez niego świeże powietrze. Nikt tu nie wpada na chwilę, jedzenie jest tylko pretekstem, by leniwie spędzać godziny na rechotaniu, zwłaszcza że ceny są konkurencyjne w porównaniu z innymi lokalami. Obsługa jest dyskretna i doświadczona, starsi panowie i panie w białych koszulach bezszelestnie dostawiają dania i nieomylnie odgadują zachcianki. Zjecie tu mititei (w menu podana jest nawet gramatura, wynosi 35 gramów, a sztuka kiełbaski kosztuje 2 leje), limbă cu măsline, czyli jęzor z oliwą (10 lei), i faszerowane papryki w pomidorach. Za butelkę wina zapłacicie maksymalnie 30 lei.

2. Vatra, Brezoianu, strada Actor Ion Brezoianu 19

Rustykalna, cepeliowska karczma z całym repertuarem klasyków kuchni rumuńskiej. Bez spróbowania ciorbă de burtă (15 lei), czyli fenomenalnych słodkich flaków na maśle zabielanych śmietaną, nie macie po co wracać do Polski. Korzystajcie z okazji i zamówcie jeszcze ciuperci muntenesci, czyli pieczarki nadziewane orzechami (21 lei), sarmale românești, przypominające nieco nasze gołąbki (32 leje), oraz soczyste mititei (6 lei za sztukę), wieprzowo-wołowe kiełbaski z czosnkiem podane z musztardą.

3. Coftale, strada Profesor Ștefan Mihăileanu 42

Przestronna kawiarnia ulokowana na parterze zabytkowego, pięknego pałacu wciśniętego pomiędzy bloki. Można usiąść w ogródku z kwitnącymi drzewami owocowymi, ale lepiej zajrzeć do środka, do wysokich wnętrz w amfiladzie, zdobionych oryginalnymi plafonami i sztukaterią, zachowaną stolarką i pięknymi piecami kaflowymi. Kawiarnia specjalizuje się w alternatywnych metodach parzenia kawy, tak zwanej trzeciej fali, organizuje pokazy i warsztaty, co nie wyklucza zamówienia pogardzanego przez baristów americano.

4. Dianei 4, strada Dianei 4

W malowniczo zbutwiałej starej kamienicy działa iście dekadencka klubokawiarnia, do której lgnie najmłodsze pokolenie bukareszteńczyków i… dachowców. Tych ostatnich nie sposób zliczyć, koty siedzą na zdobnych balkonach, w skrzypiących, łuszczących się farbą oknach, krążą po krawędzi dachu poprzerastanego drzewami. Podobnie swobodnie czują się goście w murach zabytkowego lokalu, z którego nieodnawianych ścian, pokrytych kolejnymi warstwami farb i tapet, można wyczytać burzliwą historię miasta i jego mieszkańców. W dzień i w nocy działa prosta kuchnia z sałatami, zupami i przekąskami; w nocy stery przejmuje bar z charyzmatycznymi barmanami, którzy powiedzą wam zawsze to samo: „Zachód jest przereklamowany! Pracowaliśmy w Stanach i Wielkiej Brytanii, ale w Rumunii jedzenie jest o wiele lepsze, życie tańsze, a ludzie życzliwi” (zapytani więc o stawki, zdradzają, że zarabiają około 400 euro, a na wynajem mieszkania wydają około 200 euro).

Dianei 4 bukareszt Dianei 4 bucharest club Dianei 4 Dianei 4 Bucharest

zdjęcia Dianei 4: materiały prasowe

5. Control, strada Constantin Mille 4

Klub ze świetną muzyką, ale też bar z imponującym ogródkiem. Siedząc na patio starej kamienicy, można podziwiać ścianę dziko porośniętą zielenią. Przy najdroższych drinkach w mieście spotyka się wylansowana hipsterka i alternatywa. Byłoby snobistycznie, gdyby nie patyna czasu i klimat, jaki niektórzy z was być może pamiętają z nieodżałowanego warszawskiego klubu i galerii Le Madame Krystiana Legierskiego.

 

Na koniec strawa dla ducha. W Bukareszcie działają jedne z najpiękniejszych księgarni, jakie w życiu widziałam. Ulokowana na starym mieście Cărturești Carusel to szeroko komentowana i nagradzana za projekt sześciopiętrowa, zapierająca dech w piersiach przestrzeń z książkami, czasopismami, ze sztuką – i z restauracją działającą na ostatnim piętrze kamienicy wybudowanej w 1903 roku przez bogatą rodzinę bankierów.

Libraria Bastilia jest ulokowana nie mniej spektakularnie, w ogromnej willi z 1913 roku, i zapełnia książkami jej piętra, malownicze piwnice i strych. Obok zaś, w starym ogrodzie, działają restauracja i bar, gdzie wypada czytać przy jedzeniu. Nie omieszkajcie tego zrobić i dajcie mi znać, jak wam się podobało w Bukareszcie, nie Budapeszcie!