Săpânta: tu powstają tradycyjne rumuńskie dywany

Do Săpânty wracam regularnie od lat. To malutka wieś w górach na północy Rumunii. Słynie z Wesołego Cmentarza, osobliwego zabytku wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Zwiedzałam go już wielokrotnie, za każdym razem doceniając poczucie humoru z jakim miejscowi żegnają zmarłych. Na drewnianych malowanych w pstrokate kolory nagrobkach upamiętnione są sceny z ich życia (awers) i okoliczności śmierci (rewers).

Săpânta cmentarz
Săpânta – Wesoły Cmentarz
rumuńskie babcie
rumuńskie babcie

Bunica, czyli babcia po rumuńsku

Săpânta to dla mnie nie tylko cmentarz. Przyjeżdżam tu dla rumuńskich babć. Zarządzają całym tutejszym bałaganem: zięciem, szwagrem i każdym baranem w rodzinnym stadzie. Siedzą przed domem na ławeczce i kontrolują cały wszechświat. Zupełnie jak na naszym Podlasiu.

Przymykają oczy nawijając cierpliwie owczą wełnę na wrzeciona. Albo gotową już przędze obrabiają na drutach, z których zwisają początki skarpet. Niektóre babcie z zapałem zajmują się handlem. Na straganach przed Wesołym Cmentarzem można kupić od nich kapcie i misy ze słomy, jak i piękne wyroby z owczej wełny – swetry, serdaki, kolorowe dywany.

moja bunica
moja bunica
kukurydza suszy się na mamałygę
kukurydza suszy się na mamałygę

Mam tu jedną zaprzyjaźnioną bunicę. Cały owczy asortyment wywiesza na ganku swojego domu. Siedzi na nim jeszcze bunicu, czyli dziadek, który bezszelestnie, na skinienie babci, rozwija kolejne kolorowe dywany.  Wyjeżdżam stąd zawsze autem wypchanym owczą wełną. Z okna wystają zrolowane dywany w kolorowe kwiaty, które jeszcze przed chwilą suszyły się z zapachu obórki na płocie i kilka par gryzących skarpetek w psychodeliczny wzorek. Rumuni mają sporo owiec, bo ponad 12 mln. Stąd tak silnie rozwiniętą również kulturę pasterską, ważny element ich tożsamości, który odzwierciedla się także na talerzu.

Mamałyga – symbol rumuńskiej kuchni

Jestem proszona na obiad w gospodarstwie, w którym się zatrzymałam. Nad moją głową suszą się ciężkie girlandy żółtej i rzadko widywanej u nas filetowej kukurydzy. Gliniane, malowane misy na stole rozświetla słońce mamałygi. To mămăliguţa cu brânză şi smântână. Ugotowana kasza kukurydziana, czyli mamałyga, podawana z paroma kleksami bryndzy i kwaśnej śmietany. Uzależnia, syci po kokardę i wspiera lokalne rolnictwo – każdy składnik tego dania to produkt pochodzący z rumuńskich gospodarstw i bacówek.

Przejechałam całą Rumunię i wszędzie mnie nią częstowano. Podali mi ją nawet na śniadanie, przed wyprawą nad szmaragdowe jezioro Beliş-Fântânele. Zjadłam to samo co pasterze, którzy nieco wcześniej zaczynali ode mnie dzień: kopiec kaszy z sadzonym jajem pośrodku i wielkimi kleksami kwaśnej śmietany oraz bryndzy. Posiłek starczył mi do wieczora.

Posilałam się nią też na samym końcu słynnej Trasy Transfogaraskiej, najwyżej położonej drogi w Rumunii, uznawanej za jedną z najpiękniejszych szos na świecie. Na wysokości 2034 metrów n.p.m. toczono z niej pokaźne kule, faszerowano bryndzą, zawijano w sreberko, a następnie rzucano na grilla, by nabrała mocy i aromatu ogniska.

Mamałyga z Trasy Transfogaraskiej,
Mamałyga z Trasy Transfogaraskiej,
mamałyga z grila
mamałyga z grila

Jak smakuje rumuńska kuchnia? Oto przewodnik po najbardziej klasycznych daniach. 

Rumuńskie pączki z jagodami

Na deser zjadam papanași. To najlepsze pączki na świecie, bo cieplutkie, chrupiące i z niespodzianką. Kuleczkę ciasta wyciętą na dziurkę w pączku również się smaży, a potem układa na głównym pączku jak na bałwanku. Całość zalewa się słodką śmietaną i obsypuje nieprzyzwoitą ilością świeżych jagód. Wspomnienie tego deseru odpowiada za większość wakacyjnych powrotów Polaków do Rumunii. Także mój.

Zbieram się powoli do dalszej drogi, kiedy bunica wpycha mi jeszcze wałówkę. To Plăcintă. Gruzini mają swoje chaczapuri, Rumuni zaś coś więcej, bo plăcintă może być faszerowana zarówno na słodko jak i wytrawnie. Pomiędzy wieloma warstwami mięsistego, elastycznego ciasta z reguły znajduje się ser, ale mogą to być także ziemniaki, kapusta, dynia, twaróg z jabłkami i rodzynkami.

Do rąk dostaję także dwie plastikowe butelki po jakiś gazowanych napojach. W środku jest żółtawy płyn. To palinka, mocny jak piorun rumuński owocowy destylat. Pije się go tu na trawienie – ciężkich posiłków i życia w ogóle. Bunica mówi mi jeszcze „drum bun!”, czyli szerokiej drogi, a ja ściskam ją mocno na pożegnanie. Pachnie tym wszystkim, co w Rumunii podoba mi się najbardziej: kwitnącą łąką, wolnością, owczą wełną i słoneczną mamałygą.

Najpiękniejsze miejsca w Rumuni? Sprawdź mój przewodnik.

babcia z wełną rumunia
babcia w trakcie pracy
piękna rumuńska wieś
piękna rumuńska wieś

DOJAZD

Do Bukaresztu z Warszawy lata Wizzair oraz LOT. Do Rumunii najlepiej jednak wybrać się autem. Wygodniej będzie poruszać się potem wewnątrz kraju. Droga z Polski zajmuje około dwóch dni, najlepiej zatrzymać się gdzieś po drodze i przenocować, np. w sennym węgierskim Tokaju.

JEDZENIE – CENY

  • kawa i woda – około 2 zł
  • arbuz – 1 zł za 1 kg
  • piwo – 2-3 zł
  • typowy pasterski obiad czyli mamałyga z bryndzą – ok 15 zł 

PARĘ SŁÓW NA DOBRY POCZĄTEK

  • Bună ziua – dzień dobry
  • scuzati – przepraszam
  • unde este – gdzie jest?
  • cât costă aceasta – ile to kosztuje?
  • vin sec – wino wytrawne
  • legume – warzywa
  • vă rog – proszę
  • drum bun – szerokiej drogi
  • frumos – piękne
  • noapte bună – dobranoc

NAKARMIONA STARECKA JEST RÓWNIEŻ NA FACEBOOKU I INSTAGRAMIE. ZAPRASZAM!