Co dobrego zjadłam w 2021?

Po okresie stołowania się tylko we własnej kuchni wcale nie brakowało mi dobrego jedzenia. Wręcz przeciwnie. Dawno tak dobrze sobie nie podjadłam jak właśnie w czasie pandemii. Zdziczałam więc gastronomicznie na tyle, że kiedy pod koniec maja 2021 otwarto wreszcie restauracje, bałam się do nich wrócić. Ja. Była wicenaczelna magazynu kulinarnego, specjalizująca się kiedyś w pisaniu recenzji restauracji. Aż głupio było się przyznać. Czułam przecież, że z racji profesji jestem wręcz zobligowana do udzielenia pomocy zabiedzonej pandemicznie branży horeca.

CUKIER W CUKRZE

Na swoje usprawiedliwienie miałam tylko wysoki poziom cukru we krwi. Skądinąd piętnowany przez naukowców oraz medyków i to nie tylko w czasie pandemii. Hołdując jednak zasadzie, że cukier to życie, a już na pewno przyjemność, regularnie odwiedzałam warszawskie cukiernie w czasach zarazy.

Na początku zeszłego roku doznałam również prawdziwej cukrowej iluminacji. Pod koniec lutego otworzyła się bowiem mała cukierenka na warszawskiej Pradze. Cukier w cukrze. Byłam w niej jeszcze przed otwarciem i dosłownie oszalałam na punkcie tortów, które Magda Wawrzaszek miała w planach sprzedawać na miejscu i robić na zamówienie. Tortów przesadnie barokowych i kolorowych.

Pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy na ich widok, to że powinnam ją, w sensie głowę, włożyć do środka. Zanurzyć się po szyję, wymazać kremem, zamknąć oczy i wtulić w biszkopt.

Uwiodłam Magdę tym pomysłem. I tak wsadzanie mojej głowy w tort odbyło się z okazji otwarcia cukierni. Mogliście je premierowo oglądać na moim Instagramie. Cóż mogę powiedzieć – było to doświadczenie ekstatyczne, przynajmniej na miarę powrotu do łona matki, polecam je każdemu.

WYJŚCIE DO RESTAURACJI Z WŁASNYMI SZTUĆCAMI

Z początku nieśmiało, zaglądając tylko do ogródków, a z czasem rozsiadając się przy stolikach, jęłam na nowo – jak pewnie większość z Was – odkrywać stołeczną gastronomię. Wróciłam do ulubionych kuchni. Och, było parę spektakularnych rozczarowań, które dyplomatycznie teraz przemilczę. Nic dziwnego. Z branży odeszło sporo utalentowanych profesjonalistów. Ich miejsce zajęli często przypadkowi pracownicy. Brakowało rąk do pracy – skądinąd to wciąż problem. Stopień nieogarnięcia gastronomii był jednak na tak wysokim poziomie, że zaczęłam się zastanawiać, czy następnym razem nie zabrać do restauracji własnych sztućców, a może nawet szklanki. Nie wspominając już o wodzie.

Rok 2021 był rokiem, w którym skończyła się darmowa woda w restauracjach. Tak jakby w czasie pandemii restauracje straciły dostęp do kranówki i kompletnie zapomniały, że jeszcze do niedawna chwaliły się darmową karafką wody, jako oczywistym elementem dobrego serwisu. I tym sposobem woda znów jest produktem luksusowym, który podbija wysokość rachunków w restauracjach. W niektórych przyszło mi zapłacić nawet 15 złotych za małą szklaną buteleczkę. Dlatego też przeczuwam wielki sukces „water pairingu” na miarę „wine pairingu” w najbliższym czasie.

INDYJSKIE DOSY – MOJE ODKRYCIE 2021

W paru miejscach kuchnie działały jednak bez zarzutu. Zjadłam wyśmienitą lasagne w żoliborskiej filii restauracji Mąka i Woda, frytki i wegańskie hot dogi z kimchi w barze Pacyfik, a także równie skoreanizowane dania w roślinnej Brackiej 20. Był też niezły kalafior KFC w roślinnej barze Veganda przy Zbavixie, trochę kolorowych i smakowitych tacos w Palomie Nad Wisłą oraz parę śniadań w Bistro Krem.

Odwiedziłam też po dłuższej nieobecności Bibendę, która przyjemnie mnie zaskoczyła powrotem do warzyw z dużą ilością masła, a także regularnie chadzałam do znakomitej indyjskiej restauracji India Gate na rzadko widywane w Polsce chrupiące DOSY. To pochodzące z południowych Indii cienkie jak papier naleśniki z soczewicy i fermentowanej mąki ryżowej. Smaży się je na płaskiej blaszce z dodatkiem masła ghi. Doskonałe w każdej wersji proponowanej przez India Gate (spróbowałam wszystkich poza stricte mięsną). Także polecam. Masala Dosa z pikantnym farszem z ziemniaków i cebuli (19 zł), z indyjskim serem paneer (23 zł), a także ich wersji sauté, za 17 ziko, po prostu z samymi sosami obok do maczania.
WŁOSZCZYZNA 2021

Przyznaję jednak, że większość minionego lata przesiedziałam w Va Bene (ul. Tamka 9, Powiśle). Na prawdziwie rzymskiej pizzy al taglio. Wypieka się ją w tradycyjnych prostokątnych blaszkach, a następnie kroi na równie prostokątne kawałki. Jest wygodna do złapania i można ją zjeść w biegu, chociaż po co, kiedy można się nią niespiesznie delektować na miejscu. Moja ulubiona to ta z chrupiącymi ziemniaczkami, albo z gorgonzolą, miodem i orzeszkami. Po pizzy koniecznie makaron na drugą nóżkę. To, że Va Bene robi najlepsze cacio e pepe w Warszawie, nie ulega wątpliwości, żeby nie powtórzyć za niektórymi: „nie ulega frekwencji”, chociaż w sumie ulega, bo w Va Bene zawsze tłumy.

Niemniejszą frajdę zrobiły mi uczty w Pizzaiolo (ul. Krucza 16/22). A także sama konstatacja sukcesu tego miejsca. Bo nie dość, że otwartego w feralnej lokalizacji, bo na przeklętej ulicy Kruczej, gdzie jak nie tylko głosi miejska legenda, gastronomia kończy w konwulsjach i z długami, to jeszcze w najgorszym, bo pandemicznym czasie 2020 roku. Tymczasem: udało się i to w pięknym stylu. Pizzaiolo cieszy się zasłużoną sympatią i zbiera entuzjastyczne recenzje. Poza pizzą to ja tu bardzo lubię też focaccie. A ta classica con limone, z sycylijskim anchois, doprawiona pieprzem, skórką cytryny i bawolim masłem, jest doprawdy doskonała.

NOWE MIEJSCA OTWARTE W 2021 – KTÓRE NAJLEPSZE?

Ad rem. Oto pięć miejsc, które otworzyły się w 2021 roku. I od razu ich specjalności, które zamieszały mi skutecznie w głowie:

Peaches Gastro Girls (Mokotowska 58)

Ręce mi się trzęsą kiedy wspominam pomidory w sałatce ze śliwką, nektarynką, świeżym oregano i skórką z cytryny, z dodatkiem praliny migdałowej na winegrecie z kimchi. Doskonałe były również wypełnione ziemniaczkami chrupiące samosy z dużą ilością kurkumy i kminu rzymskiego, szparagi z ziołowym pesto na sosie holenderskim. I jeszcze dynia hokkaido! Pieczona a potem glazurowana, podawana z grejpfrutem, prażoną kukurydzą, szarmulą, dukah, świeżą kolendrą i koperkiem. Wzruszenie, zaskoczenie, pełnia smaku, magia. Będę wracać na kolejne edycje menu, zawsze zaskakujące i inspirujące do eksperymentów we własnej kuchni. Peaches to same ekstra babki, świetna zgrana ekipa, z dużą fantazją poczynające sobie w kuchni, bardzo kibicuję!

La Vegana (Zgoda 4) 

Ładne wnętrza, lokalizacja centralna, a menu? W 100% wegańskie odpowiedniki wietnamskich „mięsnych” klasyków. To taka ładniejsza wersja mojej ukochanej azjatyckiej stołówki jaką jest Loving Hut. Dla mnie – sensacja, szczególnie przystawki:

  • cơm chiên czyli tofu panierowane chrupiącą panierką z zielonego ryżu
  • vịt lộn chay czyli tofu z liśćmi rau ram z imbirem zawinięte w nori
  • chả cá udające rybny kotlecik czyli chrupiące tofu z grzybami i koperkiem również zawijane w nori
  • tôm xù chrupiące wegańskie krewetki z seitanu podane na sałatce
  • yuba cha to zawinięty kożuch sojowy (moja ukochana yuba) z ogórkiem i porem, podana z sosem przypominającym ten do kaczki po pekińsku
  • viên chả udające pulpety kulki mocy z seitanu obtoczone sezamem

A z głównych dań: duża misa czerwonego ryżu, z sałatką z mango, kulkami mocy z seitanu oraz kotletami z betelem (miska mix gao lut).

Paloma Inn (Hoża 58/60)

Wspaniałe wyuzdanie i przesada we wnętrzach i menu, i takież fondue, czyli zupa z sera i wina…z piklowaną rzodkiewką i kalafiorkiem do maczania! Fotki nie moje, ściągnęłam z ich Fb.

Cukier w cukrze (Inżynierska 1)

Poza opisanymi wyżej tortami jeszcze jagodzianki, eklery, serniki, bajadery, brownie i kanapka lodowa!

Piekarnia Dej (Płatnicza 57)

Lody z automatu (gęsta śmietana, mango i kruszonka), chleb i słodkie wypieki.

********

I tak, niepostrzeżenie, w porównaniu do zeszłego stycznia, jestem cięższa o siedem kilogramów. A teraz czekam na Wasze typy: co dobrego zjedliście w 2021, a na co macie ochotę w bieżącym 2022 roku?

Pin It on Pinterest