San-nakji: hit czy kit?

Uciekająca z talerza ośmiornica to jedna z najbardziej ryzykownych atrakcji kulinarnych Korei Południowej. Niektórzy próbę zjedzenia tego dania przypłacają życiem.

sannakji nakarmiona starecka

Co to jest san-nakji?

Koreańczycy kochają hoe – zjadane na surowo mięso ryb i owoców morza. Zabija się je tuż przed zaserwowaniem, niektóre z nich, ułożone na talerzu, wciąż się ruszają. Tak właśnie jest w przypadku ośmiornicy, której liczne neurony na ramionach, pomimo zerwanego połączenia z mózgiem, potrafią pracować jeszcze długo po ich poćwiartowaniu. Koreańczycy kochają san-nakji, polewają je olejem sezamowym, oprószają prażonymi ziarnami sezamu i zjadają. Zupełnie nie przeszkadza im to, że obiad próbuje nawiać z talerza. Mam nawet wrażenie, że te próby ucieczki są dodatkową atrakcją posiłku.

Ślimaki, ośmiornice i morskie penisy – co jada się w Korei?

hoe nakarmiona starecka

Spojrzeć obiadowi w oczy

San-nakji serwuje się w specjalnych restauracjach, które są połączeniem lokalu gastronomicznego i sklepu rybnego. Najpierw wybiera się żywy towar, który pływa w różnej wielkości basenach. Przy okazji można się potargować ze sprzedawczyniami – przeważnie jest ich wiele, walczą między sobą o uwagę klientów, żywo zachwalając towar. Po dokonaniu zakupu wszystkie milkną, podobnie jak wybrany obiad, który prosto z basenu trafia pod ostry nóż kucharza w restauracji. Najwięcej tego typu miejsc jest w Pusanie, drugim co do wielkości, po Seulu, koreańskim mieście, położonym tuż nad oceanem.

Najlepsze dania kuchni Korei Południowej – sprawdź mój ranking!

hoe nakarmiona starecka

Jak jeść san-nakji?

W kawałkach lub w całości. Tak, ośmiornicę można zjeść w całości, kompletnie niepokrojoną. Należy wtedy zacząć od głowy, wymleć ją zębami, a potem upchnąć w ustach kolejne ramiona. Ostrożnie! Te nie dość, że się energicznie ruszają i mogą zawędrować w różne zakamarki ciała, to jeszcze przyssawki na ich końcach mogą przywrzeć do przełyku. Odnotowano wiele przypadków zadławień, a nawet zgonów w trakcie zjadania san-nakji. Szczególnie po pijaku. Dlatego jeśli decydujecie się na tę wątpliwą przyjemność, alkohol zostawcie sobie na potem. Ułatwi zresztą strawienie zjedzonej surowizny. 

hoe nakarmiona starecka

San-nakji: hit czy kit?

Zdecydowanie kit! Jedzenie wciąż ruszającej się ośmiornicy to zabawa dla zwolenników perwersji. Ja nie znalazłam w tym żadnej przyjemności. Spróbowałam, bo byłam ciekawa, udało mi się jednak zjeść tylko jeden kawałek nogi, i to w wielkim stresie, gdy próbowałam szybko go przeżuć i połknąć, tak aby się nie cofnął. Tę przygodę, a także zjedzenie innych kontrowersyjnych koreańskich przysmaków – morskiego penisa (gaebul), który po wyjęciu z wody i przecięciu na pół traci trzy czwarte objętości, ale wciąż jest czerwony i żylasty, a także żachwy, zwanej morskim ananasem (meongge) – zaliczam do przeżyć na granicy torsji. Lepiej już pożuć własny palec.

(TU MOŻECIE ZOBACZYĆ, JAK TRUDNE BYŁO TO PRZEŻYCIE).