Gdzie na śniadanie w Warszawie?

Nie ma chyba bardziej zgranego i jednocześnie irytującego tematu w warszawskiej gastronomii. Temat śniadań na mieście przewinął się przez wszystkie możliwe fora, nie tylko związane z kulinariami. Ilekroć podejmowała go „Gazeta Wyborcza”, ciekawsza niż samego tekstu była lektura komentarzy, szczególnie przeciwników jadania śniadań na mieście. Owa fanaberia, ich zdaniem, typowa dla zblazowanych warszawiaków, to drwina z ciężko pracujących Polaków. Ci, jak normalni ludzie, parówkę z kajzerką jadają w domu. Ja nade wszystko przedkładam jaglankę, która o poranku przyjemnie budzi i rozgrzewa brzuch, ale od czasu do czasu zdarza mi się zjeść śniadanie na mieście. To zestawienie powstawało więc w dłuższym przedziale czasu, głównie dzięki moim zabieganym przyjaciołom, którym z napiętego grafiku dnia najłatwiej było wyszarpać czas właśnie na pierwszy posiłek. Za mną więc tygodnie testów, ploteczek nad kawą, okruszków z tostów w dekolcie. Najtrudniej było dotrzeć na miejsce na czczo. To chyba główny argument za jadaniem śniadań w domu. Kolejnym jest czasami naciągana oferta kawiarni i restauracji – część z nich próbuje wstrzelić się w trend, upychając w menu najgorszej jakości buły za nieadekwatnie duże pieniądze. O tych miejscach nie będę się rozpisywać, mam za to dla was sprawdzone i godne rekomendacji adresy.

 

Big Book Cafe, ul. Dąbrowskiego 81, od 10:00
Na końcu ulicy Dąbrowskiego, właściwie już przy Wołoskiej, działa stacjonarna wersja festiwalu literackiego Big Book Anny Król i Pauliny Wilk. W kawiarni, podobnie jak na ich literackim „open’erze”, można rozsmakować się w lekturze. Dosłownie, bo towarzyszyć jej może posiłek, i to od samego rana. Na zaspany brzuch szczególnie polecam koktajle – ten z burakiem jest szałowy i starczy za śniadanie. W menu również tosty, po części do samodzielnego przygotowania w ustawionym na barze tosterze, sałatki, przekąski i kanapki. Co więcej – własne menu mają tu psy, zabierzcie je ze sobą koniecznie, niech też lizną kultury.

Big Book Cafe Mokotow Nakarmiona Starecka Big Book Cafe Mokotow Nakarmiona Starecka Big Book Cafe Mokotow Nakarmiona Starecka

Wars i Sawa w NowymNowy Teatr, ul. Madalińskiego 10/6, od 9:00, pt.-niedz. od 10:00
Było takie miejsce na Powiślu, przy Dobrej, gdzie czas zwalniał i panowały wieczne wakacje. Wars i Sawa mieściła się w dość obskurnym baraku, który właściciele potrafili jednak przerobić na artystowską, sielską miejscówkę, serwującą najbardziej kolorowe pizze w mieście – na przykład z jarmużem, dynią czy burakiem. Dziś Iga i Marcin Sekułowie mają do dyspozycji rozległą i nowoczesną przestrzeń Nowego Teatru. Pizzy już niestety nie ma, bo i pieca brak, ale karta Warsa i Sawy wciąż wypełniona wegetariańskimi daniami. Spróbowałam paru prostych i bardzo smacznych: babki ziemniaczanej, wegeburgera bez bułki, za to z wyśmienitą owocowo-warzywną salsą, sałatki z mango i krewetkami oraz blanszowanej cukinii. Ostatnio to mój ulubiony adres na proste śniadanie w większym towarzystwie – jajecznicę, omlet, naleśniki czy chałkę – które można zjeść w otoczeniu równie sielskim jak kiedyś na Powiślu, na patio Nowego Teatru zarośniętym łąkowymi kwiatkami.

Wars i Sawa w Nowym Teatrze Nakarmiona Starecka Wars i Sawa w Nowym Teatrze Nakarmiona Starecka Wars i Sawa w Nowym Teatrze Nakarmiona Starecka Wars i Sawa w Nowym Teatrze Nakarmiona Starecka Wars i Sawa w Nowym Teatrze Nakarmiona Starecka

Juice Press People, ul. Bracka 18, od 8:30, w weekendy od 9:00
Jeśli szukacie naprawdę sycącego i w dodatku zdrowego śniadania na mieście, zajrzyjcie w okolice kultowej restauracji Między Nami. Za ścianą wysłużonego lokalu jakiś czas temu otworzył się nowy. Juice Press People to nie tylko specjaliści od zapowiadanych w nazwie świeżo wyciskanych soków (szczególnie polecam iron mana z buraków i pomarańczy z dodatkiem kurkumy), ale też od misek mocy, z angielska zwanych smoothie bowl (wszystkie w cenie 23 zł). To zmiksowane owoce udekorowane kolejną porcją owoców; sporo z nich to wychwalane przez dietetyków tak zwane superfoods – produkty o właściwościach zdrowotnych. W Juice Press People kolorowe mozaiki, misternie ułożone na powierzchni misek, są tak piękne, że aż żal je jeść.

Więcej o Juice Press People pisałam w recenzji na blogu <<kliknij tutaj>> 

Smoothie bowl w Juice Press People

 

Krem, ul. Śniadeckich 18, przez cały tydzień od 9:00 (poniedziałek – zamknięte)
W Kremie, w przeciwieństwie do poprzedniego miejsca, o zrównoważonej diecie i zdrowiu nie może być mowy. Tu jada się śniadania dekadenckie, prowokująco kaloryczne i ostateczne. Do wyboru same podnoszące cholesterol, zatykające żyły i prowadzące prosto ku spotkaniu z miażdżycą przyjemności – croque monsieur (23 zł) i croque madame (22 zł), a także duży wybór pełnych sera, wędlin i świeżych ziół tostów oraz sandwiczy.

Więcej o Kremie przeczytasz u mnie na blogu <<kliknij tutaj>>

Krem przy Śniadeckich, Nakarmiona Starecka

Matcha Tea House, ul. Mokotowska 17 (pl. Zbawiciela), od 8:00
Matcha, tak popularna w Berlinie czy Londynie, do wypicia do niedawna w zaledwie paru kawiarniach w Warszawie, doczekała się wreszcie miejsca dedykowanego tylko jej. Pojawienie się matchy cieszy mnie również dlatego, że w lokalu, w którym przez lata zjadano dosyć nudne naleśniki, w ofercie prócz zielonych, herbacianych słodyczy są małe japońskie śniadania. Do moich ulubionych należy połączenie ryżowej kanapki onigiri z kojącą zupką miso (w komplecie z espresso lub senchą za 19 zł). W karcie ponadto zielona bułka z kurczakiem teriyaki (18 zł), czarna, barwiona sepią, kanapka z łososiem teriyaki (19 zł) oraz pomysły na początek dnia w słodkiej wersji – granola z matchą, też na mleku roślinnym (13 zł), i japońskie gofry moffles (17 zł).

japonskie sniadanie matcha tea house

Raj w Niebieul. Nowy Świat 21, w weekend od 10:00, w dni powszednie od 12:00
Jak wygląda śniadanie w raju? Bardzo egzotycznie! Tak też smakuje i pachnie, głównie kokosem i olejem sezamowym. Na śniadania można wpadać do Raju w Niebie przez cały dzień – to szczególnie ważna informacja dla tych, którzy w weekend poimprezowali. Mają tu nawet swoją pozycję w karcie – hula kac (21,40 zł). Zestaw jest prosty i do ogarnięcia w tym trudnym do przeżycia dniu. Składa się z sadzonego jaja na plastrze szynki, któremu towarzyszą gorący ananas w kokosie oraz dopychające podrażnione alkoholem wnętrzności pieczywo i owoce. Równie skutecznie stawia na nogi spam musubi (18,90 zł) przypominający rolkę sushi. W niej – tajemnicza szynka spam oraz omlet i ryż, podawane z majonezem zmieszanym ze srirachą oraz z limonkowym twarożkiem. Mnie szczególnie spodobał się zdrowy, pakerski miks, po którym można iść na siłownię – lomi salmon (27,40 zł), czyli łosoś masowany solą, podany na spaghetti z cukinii. Rozgrzeje i wzmocni rajska owsianka (16,80 zł) na mleku kokosowym z orzechami brazylijskimi, bananami, komosa i kawą. Przyznam, skusiłam się także na haupię pancakes (19,80 zł), naleśniki z owocowym sosem bananowo-ananasowym oraz haupią, którą można w Raju w Niebie zjeść również na deser – to tradycyjna hawajska słodkość na bazie mleka kokosowego, podawana z karmelem.

Raj w Niebie, Nakarmiona Starecka
Raj w Niebie, Nakarmiona Starecka
Spam musubi (18,90 zł) z szynką spam, omletem i ryżem, podawany z majonezem zmieszanym ze srirachą oraz z limonkowym twarożkiem
Raj w Niebie, Nakarmiona Starecka
Lomi salmon (27,40 zł), czyli łosoś masowany solą, podany na spaghetti z cukinii
Raj w Niebie, Nakarmiona Starecka
Haupia pancakes (19,80 zł), naleśniki z sosem bananowo-ananasowym oraz haupią

Jaskółka, pl. Wilsona 4, lok. 103, codziennie od 9:30
W Jaskółce zjecie sycące śniadanie za 15 złotych. Propozycji jest dosłownie parę, ale zróżnicowanych, więc każdy, nawet stroniący od białka zwierzęcego i glutenu, powinien znaleźć w menu coś dla siebie. Jest zatem granola na mleku kokosowym z bananem i sezonowymi owocami, croissant z kawą, tofucznica z boczniakami, pieczywem i warzywami, jaja sadzone z czarnuszką, ze szpinakiem i z pieczywem, szakszuka oraz tosty francuskie z trzema serami i sałatą. Z tej listy przetestowałam tofucznicę i tosty. Tym ostatnim zabrakło niestety czasu potrzebnego do rozpuszczenia się sera i podgrzania pieczywa. Za to tofucznica była naprawdę wyśmienita i smakowała, o iluzjo podniebienia, prawdziwym, kurzym jajem. Do śniadania można zamówić sałatę, ja zdecydowałam się na ciekawe połączenie tofu i melona (18 zł). Przez cały tydzień można tu także wpadać na lunche. Estetyczne, przyjemne wnętrze Jaskółki zaprojektowały dziewczyny ze studia Fenek we współpracy z Tomkiem i Edytą Kilisiami.

Porcelana z Fenek Studio
Porcelana z Fenek Studio
Kawiarnia Jaskółka
Kawiarnia Jaskółka
Kawiarnia Jaskółka na Żoliborzu
Kawiarnia Jaskółka na Żoliborzu
Tofucznica
Tofucznica
Sałatka z melona i tofu
Sałatka z melona i tofu
Tost francuski z serem
Tost francuski z serem

Być Może, ul. Bagatela 14 (pl. Unii Lubelskiej), od 7:00, w weekendy od 9:00
Duży wybór śniadań, które można zamawiać przez cały dzień, również w weekend. Moje ulubione to zapiekane jajka w pomidorowym sofrito podane na patelni (21 zł), prosty omlet z kozim serem i ze świeżymi figami (14 zł) oraz słodki tost francuski z cytrusami, miodem i cynamonem (19 zł). Zawsze uśmiechnięta, z reguły szybka obsługa i dużo miejsca (również dla psów). Lubię tu zaglądać po zakupach w pobliskiej kwiaciarni i pilnowanej przez rudego kota księgarni na pięterku.

SAM Żoliborzul. Rydygiera 9c, od 9:00
Powiśle jest teraz poza moją trasą, nie bywam tam zbyt często. O wiele bliżej jest mi do nowej lokalizacji SAM-u na skraju Żoliborza. Pierwsze tłumy po otwarciu się już przewaliły, można więc w spokoju wybierać z długiej karty śniadaniowych propozycji. Ja krążę z reguły pomiędzy bajglem z rostbefem i harrisą (14 zł), a szakszuką (17 zł). 

City SAM, ul. Twarda 4, od 7:30, w weekendy od 9:00
Kolejny SAM-u mieści się w nowym apartamentowcu Cosmopolitan. Miejsca jest mało, ale wciąż można uszczknąć go dla siebie, nie narażając się muskularnej Kindze Rusin. Zmieszczą się nawet psy, choć w takim ścisku zdarza im się wsadzić nos pomiędzy ponętne pośladki Edyty Górniak. Warto tu wpaść nie tylko na omlet fitness z dzikim łososiem, awokado, pomidorami, kiełkami, pestkami dyni i słonecznika (26 zł), lecz także po zdrowy lunch, również na wynos.

Cool Cat, ul. Solec 38, od 8:30, w weekendy od 9:00
Bezpretensjonalne miejsce z wystrojem zredukowanym do minimum. O wiele ciekawiej jest w karcie. Wypijecie tu zdrowe soki, na które lubią wpaść spocone dziewczęta po zajęciach w mieszczącej się obok szkole Oh Lala, oraz zjecie kolorowe, sycące śniadania z różnych stron świata. Spróbujcie szakszuki oraz tutejszej wersji wietnamskiej kanapki banh mi z wietnamskim pate, chrupiącym boczkiem, jajkiem sadzonym, piklowanymi warzywami i świeżą kolendrą.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

KIK Fit, ul. Szpitalna 5, od 9:00, w weekendy od 11:00
Śniadania dla prawdziwych pakerów. Ci, jak wiadomo, do zjedzenia posiłku nie potrzebują specjalnej oprawy, na co dzień wszak pochłaniają tuńczyka z pudełka zaraz po treningu w szatni. Plastikowy wystrój KIK Fit nie sprzyja zasiedzeniu się, ale może to i zdrowiej. Polecam omlet z łososiem i jarmużem (15 zł, 366 kalorii, 26 gramów białka) i proteinowe pankejki z masłem orzechowym, bananem i miodem (16 zł, 698 kalorii, 26 gramów białka). Kiedyś w tutejszym menu obok dań podawano informację o wartości kalorycznej posiłku i jego składzie makro. Szkoda że się z tego wycofano, to różniło ten lokal od innych na plus.

Zorza, ul. Żurawia 6/12, od 7:00, w weekendy od 8:00
Udane przejęcie i aranżacja wnętrz po kultowej kawiarni 6/12. Zorza kontynuuje tradycje zdrowych i smacznych posiłków od świtu. Wygodnie się tu siedzi, obsługa jest dyskretna, a propozycje śniadań kuszące. Smakowało mi jajko w koszulce podane na brioszce z guacamole (17,80 zł) oraz jajka sadzone z jarmużem i fetą (13,50 zł). Następnym razem muszę spróbować jajecznicy z truflami (25,70 zł).

Charlotte, al. Wyzwolenia 18 (pl. Zbawiciela), od 7:00, w weekendy od 9:00
Trzy lata temu umieściłam „Szarlotę” w zestawieniu „Koszmary warszawskiej gastronomii” z powodu fatalnej obsługi, która na prośbę o podanie menu potrafiła odpowiedzieć krótko i stanowczo „nie”. Od tamtej pory bardzo się poprawiła, jest czujna, szybka i dyskretna. Zdjęto również część karton-gipsu, który do niedawna przesłaniał zabytkowe mozaiki Eugeniusza Gepperta zdobiące niegdyś wnętrza działającej tu do 2011 roku Centrali Rybnej. Od tamtej pory doceniam jeszcze bardziej możliwość celebrowania wyjątkowych chwil winem musującym podawanym do jajek, pieczywa i konfitur (śniadanie Charles, 25 zł).

Charlotte Menora, pl. Grzybowski 2, od 7:00, w weekendy od 9:00

Niegdyś mieściła się tu legendarna Menora, restauracja z kuchnią żydowską, teraz działa punkt informacji o żydowskiej Warszawie. Z inicjatywy Muzeum Historii Żydów polskich powstały: sala spotkań dla organizacji pozarządowych, miejsce na warsztaty kulinarne oraz bistro. Jak w każdej Charlotte tak i tu kupicie pieczywo robione na miejscu – w tym piękne, rumiane chałki (w dwóch rozmiarach – duże i małe) oraz bajgle. Malutkie, chrupiące ziemniaczane latkes z kawiorem z pstrąga i śmietaną smakują wybornie (15 zł). Nie udało mi się jeszcze spróbować gęsiego pipka, czyli faszerowanej ziemniakami i cebulą szyi (Cou d’oie farci, 15 zł), ale jest za to grillowana chałka z tzw kawiorem żydowskim czyli gęsią wątróbką z jajkiem (Caviar juif, 9 zł), oraz godny polecenia rybny zestaw (Assiette de poissons, 12 zł) złożony z piklowanego pstrąga, wędzonej makreli, marynowanego śledzia, majonezu chrzanowego i chleba.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

MiTo, ul. Waryńskiego 28, od 8:00, w weekendy od 9:00
Dobra kawa, parzona alternatywnymi metodami, ciekawy wybór nowości książkowych i magazynów, dużo miejsca na intymne rozmowy i pracę. Zdarza mi się tu wpaść, by przy kawie lub ogromnej filiżance herbaty skończyć pisanie artykułu, a przede wszystkim by zjeść śniadanie. Lubię ich porządny i sycący omlet z łososiem, awokado, roszponką (20 zł) i weekendową ofertę „Jesz, ile chcesz” w godzinach 9-15 (25 zł). Na ladzie jest też zawsze kuszący wybór apetycznie prezentujących się wypieków, na które od czasu do czasu się połaszę.

Kubek w Kubek, ul. Grażyny 16, od 8:30, w niedzielę od 9:30
Mokotowska kawiarnia, w której, podobnie jak w Relaksie przy Dąbrowskiego, można wpaść na sąsiadów i znajomych. Na tak małej powierzchni, w otoczeniu znajomych uszu, nie sposób prowadzić prywatnych rozmów. Zalecam więc wpadać tu, by zjeść, a nie rozmawiać o pieniądzach czy romansach. Smakuje mi tutejsza jaglanka z bananami, granatem i kiwi (12 zł) oraz zestaw dla niezdecydowanych, jak z hotelowej oferty, na który składa się jajecznica z dwóch jaj lub dwie parówki z sałatą, twarożkiem, serem, wędliną oraz musztardą, ketchupem i dżemem (15 zł).

Bułkę przez Bibułkę, Puławska 24, od 8:00, w weekendy od 9:00
Podobnie bajkowo urządzony, jak „niedyskretny” lokal, w którym się raczej jada, niż gada. Rano bywa tu tłumnie, warto jednak porozpychać się łokciami, by zjeść bajgla z boczkiem (13 zł) czy łososiem (14 zł) albo jajo na miękko z sałatą i pieczywem (15 zł).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA