KoreaTown – z Koreanką w koreańskiej restauracji

„U nas wszystko za 39 złotych” – tak mogłyby się reklamować koreańskie restauracje w Warszawie. Ani składniki w daniach nie są egzotyczne, ani ich jakość nie jest specjalnie wysoka, by food cost wymuszał właśnie takie kwoty w menu. A jednak w tym przypadku ceny bardziej przypominają te berlińskie niż warszawskie.

KoreaTown, Nakarmiona Starecka
Sałatka ze ślimakami morskimi, KoreaTown

Ban Ban, Angry Chicken i Kimchi Princess. Więcej o tych koreańskich restauracjach w moim KULINARNYM PRZEWODNIKU PO BERLINIE.

Warszawskie lokale z kuchnią koreańską mimo wysokich cen nie cierpią na brak zainteresowania. Bo o kuchni koreańskiej mówi się coraz głośniej, a jej popularność w Polsce rośnie. Przy czym moda na kimchi i flagowe dania koreańskiego street foodu – baozi (pierożki), gimbap (koreańskie sushi), tteokbokki (koreańskie kopytka), japchae (koreański makaron ze słodkich ziemniaków z wołowiną i warzywami), a przede wszystkim bibimbap (ryż z warzywami w gorącej kamiennej misie) i bulgogi (marynowana, a potem grillowana wołowina) – dociera do nas nie tyle z samego Seulu, ile z Berlina czy Londynu.

On the Bab (czyli: na ryżu) to popularne miejsce w Londynie, gdzie z ryżu lepi się nawet koreańską odmianę włoskiego arancini. Więcej w moim KULINARNYM PRZEWODNIKU PO LONDYNIE.

Jedną ze stołecznych restauracji, gdzie – zwłaszcza na tle garstki innych lokali z kuchnią koreańską – nie zdziera się pieniędzy z klientów i serwuje całkiem udaną wariację koreańskiego street foodu, jest Miss Kimchi. Miałam okazję zjeść przy Żelaznej całkiem udane tteokbokki i naprawdę świetną zupę jukgaejang. Zawiodło tylko… kimchi, które zdawało się być przyrządzone tego samego dnia. Świeżość w tym wypadku to nie komplement, w końcu kimchi ma być kiszonką.

Miss Kimchi, Nakarmiona Starecka
Miss Kimchi, Nakarmiona Starecka
Miss Kimchi w Warszawie

Do nowego, drugiego lokalu właścicieli Miss Kimchi – KoreaTown na warszawskim Mokotowie, przy ulicy Olesińskiej – wybrałam się z moją przyjaciółką, Koreanką urodzoną w Seulu, która tę kuchnię zna od dziecka. Dosłownie, bo od małego pomagała rodzicom w ich restauracji z kuchnią koreańską, a potem, w dorosłym życiu, sama była szefową kuchni. To ona oprowadzała mnie po Seulu i Pusan i była najlepszą kulinarną przewodniczką, jaką kiedykolwiek miałam. Nie tylko podtykała mi pod nos najlepsze dania kuchni koreańskiej, lecz także tłumaczyła sposób ich przygotowania. Dzięki niej poznałam wiele nieznanych mi dotąd warzyw i owoców morza.

Relacja z mojej wyprawy do Seulu, czyli zestawienie: NAJLEPSZE DANIA KUCHNI KOREAŃSKIEJ

Do stołu w KoreaTown, prócz mnie i Koreanki, dosiadły się dwie ciężarne i jeden bardzo głodny chłopak, byliśmy więc odpowiednio przygotowani do zjedzenia wszystkiego z karty. Co nam się niemal udało.

Kuchnia koreańska polega na dzieleniu się, wszystkie posiłki, bez względu na poziom restauracji i jej formułę, stawia się na środku stołu, a każdy gość dostaje pustą miseczkę, dzięki czemu może spróbować wszystkich zamówionych dań. W KoreaTown dania serwuje się niestety po europejsku, podaje pojedyncze porcje, które w tym przypadku nie są wcale małe, idealnie więc nadawałyby się do podziału. Poproszona o dodatkowe puste talerzyki obsługa zareagowała na tę prośbę zaskoczeniem, ale je podała.

KoreaTown, Nakarmiona Starecka
Banchan, KoreaTown

Innym typowo koreańskim zwyczajem są gratisowe zakąski banchan, które serwuje się do dań głównych. Pod tym względem KoreaTown stanęła na wysokości zadania – wśród ośmiu pojawiły się bardzo udane, odpowiednio intensywne w smaku kimchi z ananasa i suszone pikantne kalmary. Klasyczne kimchi niestety okazało się tak samo świeże jak to w Miss Kimchi, co moja zaprzyjaźniona Koreanka skwitowała, porozumiewawczo przewracając oczami.

KoreaTown, Nakarmiona Starecka
Sałatka ze ślimakami morskimi, KoreaTown

Zamówione przystawki cieszyły zarówno oko, jak i podniebienie. Szczególnie pięknie prezentowała się sałatka ze ślimakami morskimi, z gruszką i makaronem (30 zł), z kolei miękki, duszony boczek bossam (21 zł) cieszył obecnością tak skąpionej w innych restauracjach z azjatycką kuchnią pachnotki (jap. shiso, łac. perilla).

duszony boczek bossam, KoreaTown, Nakarmiona Starecka
Duszony boczek bossam, KoreaTown

Wyjątkowo udana była zupa sundubu jjigae (35 zł) z wieprzowiną, owocami morza i jedwabistym tofu (silk tofu) – z odpowiednio zbilansowaną ostrością i głębią smaku. Danie bogate, różnorodne, bardzo treściwe i dopracowane. Jak się potem okazało, najlepsze ze wszystkich.

zupa sundubu jjigae, KoreaTown, Nakarmiona Starecka
Zupa sundubu jjigae, KoreaTown

Ucieszyła mnie obecność w karcie KoreaTown jednego z moich ulubionych koreańskich dań – haemul bokkeum (39 zł). Misa owoców morza w sosie z pasty gochujang okazała się bardzo treściwa i luksusowa. Wśród owoców morza znalazły się nie tylko miękkie kalmary i mule, lecz także okładniczki. Tym bardziej żałowałam, że delikatny smak tych podwodnych delicji utonął w ostrości sosu, który okazał się typowy dla innego dania. W takim sosie na bazie pasty gochujang i cukru serwuje się z reguły wspomniane przeze mnie wcześniej koreańskie kopytka tteokbokki, które rzeczywiście są dosyć mdłe, a więc idealne, by je w taki sposób doprawiać. Potraktowane tak owoce morza kompletnie tracą swój ciekawy, delikatny smak, a szkoda.

haemul bokkeum, KoreaTown, Nakarmiona Starecka
Haemul bokkeum, KoreaTown

Jeśli chcecie przyrządzić koreańskie kopytka, polecam wam sprawdzony przepis mojej ukochanej Maangchi na HOT AND SPICY TTEOKBOKKI

Korean Fried Chicken, KoreaTown, Nakarmiona Starecka
Korean Fried Chicken, KoreaTown

W karcie KoreaTown znalazły się i one. Parę kluseczek tteokbokki wylądowało w misce z kurczakiem KFC (Korean Fried Chicken, 35 zł), który niestety nie chrupał jak ten jedzony w Seulu czy nawet w berlińskim Angry Chicken, a dodany do niego sos nie był tak klejący jak w moich wspomnieniach. Chrupiąca za to, ale dosyć mdła, była kaczka ori gui (39 zł) z warzywami w łagodnym sosie bulgogi. Najgorszym daniem zaś okazało się so galbi jjim (39 zł) duszona pręga wołowa, z założenia cudowne ciemne mięso, które w tym przypadku było bardzo słoną breją.

kaczka ori gui, KoreaTown, Nakarmiona Starecka
Kaczka ori gui, KoreaTown
so galbi jjim, KoreaTown, Nakarmiona Starecka
So galbi jjim, KoreaTown

Na koniec zabrakło tylko zielonej herbaty, by popić tę ucztę, ja jednak byłam całkiem ukontentowana, nie na tyle jednak, by wracać do KoreaTown w najbliższej przyszłości. Podobnie Koreanka, która wręcz rozczarowana opuszczała restaurację, deliberując nad za wysokimi jej zdaniem cenami i niedostatecznym dopracowaniem dań.

KoreaTown dołącza do reszty lokali z kuchnią koreańską za 39 złotych, pod względem jakości składników i dopracowania dań wypada jednak na ich tle najlepiej, jeśli porównać ją choćby z Onggi, koreańską restauracją obok szkoły baletowej przy ulicy Moliera. Wydałam tam niemałe pieniądze, a zjadłam jak w chińskim barku. Pewni swego są również właściciele KoreaTown – na odchodnym dowiedziałam się, że serwują najlepsze kimchi w Warszawie, a na złożone przeze mnie życzenia sukcesu usłyszałam, że nie są im one już potrzebne, bo ten jest, w postaci kompletu gości od czasu otwarcia. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak życzyć wam podobnie dobrego samopoczucia, a Warszawie – dalszego rozkwitu kuchni koreańskiej.

 

KoreaTown
ul. Olesińska 2
Warszawa