Korea Południowa: dokąd warto pojechać?

Zimowe igrzyska w Korei Południowej to dobry pretekst, by zobaczyć nie tylko Pjongczang, lecz także Jeju, Seul i Pusan.

Korea Południowa jest na mojej liście ulubionych destynacji. Można się zakochać zarówno w jej mieszkańcach, niezwykle serdecznych i entuzjastycznych, jak i obfitującej w ryby i owoce morza kuchni. Oto najciekawsze miejsca pod względem krajobrazów, atrakcji – i rzecz jasna jedzenia.

jeju-island-falls-cheonjeyeon-1594587_1920 jeju-day-bag-2639864_1920

Wyspa Jeju jest nazywana przez Koreańczyków wyspą miłości. Każdy marzy, żeby tam wziąć ślub, spędzić miesiąc miodowy, a niektórzy również – żeby się na niej zestarzeć. Jeju to koreańska wersja japońskiej Okinawy, tu żyje się najdłużej. Na pewno sędziwego wieku dożywają miejscowe poławiaczki owoców morza – słynne haenyeo pracują ciężko, nurkując na bezdechu, bez żadnego sprzętu, jedynie z nożem czy harpunem do zbierania skorupiaków. W ciągu dnia kobiety potrafią zanurzać się dziesiątki razy na głębokość 20 metrów i pozostawać na niej przez 2-3 minuty. Średnia wieku koreańskich freediverek to 60 lat; najstarsza żyjąca haenyeo ma 90 lat.

jeju-74957_1920

Jeju mieni się dwoma kolorami – turkusem oceanu i soczystą zielenią wybrzeża. Można je przemierzać jedną z ponad 20 tras Olle-gil o zróżnicowanym poziomie trudności. Na pewno należy zobaczyć wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO wygasły wulkan Seongsan Ilchulbong. Z jego obecnością, jak również generalnie wulkanicznym pochodzeniem wyspy wiąże się kwitnący na wyspie przemysł kosmetyczny. Kremy, toniki, pianki do mycia na bazie lawy są bardzo popularne w całej Korei. Jeju słynie też z czarnej rasy świni, znanej z wyjątkowych walorów kulinarnych, oraz z matchy, zielonej herbaty. Jeśli odwiedzicie to miejsce, kupcie koniecznie słoiczek zielonej, słodkiej pasty na bazie mleka i herbaty właśnie.

jeju-185139_1920

Seul jest nie tylko stolicą kraju, ale również konsumpcji. W mieście działa kilka ogromnych targowisk z jedzeniem, do tego tysiące restauracji i sklepów z kosmetykami i ciuchami. Łatwo się pomiędzy nimi poruszać, bo to jedno z najlepiej skomunikowanych miast świata – poruszanie się transportem publicznym jest tanie i wygodne. Zakupy najlepiej robić w dzielnicach Myeong-dong, Jongno, Dongdaemoon, a wieczorem bawić się w Itaewon.

Samgyetang

Więcej o tym, co zjeść w Seulu, przeczytacie w moim tekście o najlepszych daniach południowokoreańskiej kuchni.

Gogigui Nakarmiona Starecka

Pusan to największy port Korei Południowej i drugie, po Seulu, pod względem wielkości miasto w kraju, z plażami przypominającymi te w Hongkongu – szczególnie wieczorem, gdy rozświetlają się stojące przy nich drapacze chmur. Jest tu cieplej niż w stolicy i zupełnie inaczej niż na wyspie Jeju, mimo że miasto również jest położone nad morzem. Do najładniejszych plaż zaliczane są Haeundae i Kwanganri. Kto będzie w Pusanie, musi spróbować miejscowego specjału – ganjang gejang, czyli surowego kraba marynowanego w sosie sojowym – oraz pójść do najlepszej sauny w Korei, mieszczącej się w Shinsegae Department (wejście kosztuje jedynie 10 dolarów).

Więcej przeczytacie w mojej relacji z Pusanu.

Ganjang gejang crab restaurant Nakarmiona Starecka

Pjongczang to jeden z trzech – obok Jeongseonu i Gangneungu – ośrodków w Korei Południowej, w których w tym roku odbędą się zimowe igrzyska. Wielbiciele sportu już od 9 lutego będą mogli śledzić rywalizację pomiędzy reprezentantami 95 krajów w 15 dyscyplinach. Na czas igrzysk przewidziano mnóstwo atrakcji dla widzów. W pięknie położonym Pjongczangu, niebieskim od jadeitu i zanurzonym w chmurach (1200 metrów n.p.m.), będzie można wybrać się na ryby w ramach festiwalu zimowego pstrąga, a także wziąć udział w festiwalu płatków śniegu – na przykład lepić buty ze świeżego puchu czy zjeżdżać sankami na czas.

W słynącym z bardzo fotogenicznego i czystego jeziora mieście Gangneung podobno w tym czasie będzie świecić aż pięć księżyców. Nie wiem, jak wygląda spożycie ryżowego destylatu, czyli soju, wśród miejscowych, ale oni księżyc widzą nie tylko na niebie – także w refleksach odbitych na tafli jeziora, oceanu i drinka w szklance oraz w oczach ukochanej osoby.

Ci o mniej romantycznym stosunku do świata będą mogli wybrać się do Ojukheonu i Sungyojangu, zabytkowych zabudowań po dynastii Joseon ukrytych w czarnym bambusowym lesie, oraz wioski Chodang Dubu, której mieszkańcy każdego poranka pobierają wodę morską do wyrobu tofu. Nie tylko wodę zresztą, ale też wszystko, co w niej pływa – trudno o lepsze miejsce na świeże ryby i owoce morza. Najlepiej zjeść je w formie hoe, czyli surowej. Mięso tnie się w cienkie plastry i doprawia jedynie odrobiną oleju sezamowego, ale wierzcie mi, tak smakuje najlepiej. Tu soju może się przydać dla kurażu, szczególnie jeśli przyjdzie wam spróbować wciąż żywej, uciekającej z talerza ośmiornicy czy dziwnych morskich ananasów.

Więcej o jedzeniu surowych owoców morza w Korei Południowej przeczytacie w mojej relacji z restauracji specjalizującej się w hoe.

hoe nakarmiona starecka

Ostatni z zimowych kurortów, Jeongseon, również słynie z targowiska. Za wycieczką do Arirang Market przemawia parę argumentów. Ciastka ryżowe surichi, z reguły jedzone piątego dnia piątego miesiąca kalendarza księżycowego, i mięsisty, sycący gryczany makaron uważam za najmocniejsze.

Byliście kiedyś w Korei albo planujecie ją odwiedzić?

Podobał Ci się przepis? Kliknij „Lubię to!” lub „Udostępnij”. Nakarmiona Starecka jest również na Facebooku i Instagramie. Zapraszam!