Palermo w wersji roślinnej

Uwielbiam Palermo. To jedno z moich ulubionych miast na świecie – obok Bukaresztu, Belgradu czy Neapolu. Pierwszy raz trafiłam tu niemal dekadę temu. Było brudno, dziko, ale pięknie. Palermo nie ma już tamtego temperamentu, bo przez ostatnie lata spokorniało pod naporem turystów. Nie mówiąc już o perspektywie czasów świetności sycylijskiej mafii, kiedy nie było dnia, żeby ktoś nie zginął w gangsterskich porachunkach. Na szczęście dziś w Palermo można się czuć bezpiecznie.

Centrum Palermo
Centrum Palermo
Quattro Canti
Quattro Canti
passeggiata po Quattro Canti
passeggiata po Quattro Canti
Via Vittorio Emanuele
Via Vittorio Emanuele

Miasto w ostatnich kilku latach przeszło metamorfozę. Odremontowano wiele zabytków, przebudowano port o mafijnej przeszłości. Posiadłości odsiadujących wyrok mafiosów oddano do użytku mieszkańców, ograniczono ruch w historycznym centrum i tym samym na ulicach pojawiło się zdecydowanie więcej turystów. Palermo gościło również 12. edycję europejskiego biennale sztuki współczesnej. Wybór wielokulturowego miasta na lokalizację Manifesty miał symbolizować migracje charakteryzującą współczesną Europę.

port w Palermo
port w Palermo
Villa Bonanno
Villa Bonanno
Ogród botaniczny w Palermo
Ogród botaniczny w Palermo
sjesta w ogrodzie botanicznym :)
sjesta w ogrodzie botanicznym 🙂

 

To miasto dalej mnie zachwyca i zaskakuje.

Do tej pory zjadałam je jako wszystkożerca. Zdarzało mi się wbić zęby w słynną kanapkę biedoty, uliczny specjał zwany pane con la milza / pani câ meusa. Można ją kupić wszędzie i kosztuje grosze. Parę ordynarnych plastrów gotowanej śledziony podsmażonych na smalcu, wrzuconych do bułki wydrążonej z miąższu, skropionych sokiem z cytryny. Nie jadłam jej tym razem, chociaż przyznam, że trochę mnie z sentymentu korciło. Obiecałam sobie jednak, że zwierzęta zostawię już w spokoju i postaram się sprawdzić, czy w Palermo można stołować się wegańsko. Zwłaszcza, że w snuciu się po mieście towarzyszyła mi Alicja Wegan Nerd, koneserka i znawczyni włoskiej kuchni w wydaniu roślinnym. Spotkałyśmy się zresztą, by celebrować wydanie jej najnowszej książki „Italia dla zielonych”(możecie ją nabyć tutaj, gorąco polecam!).

Wegan Nerd w Palermo
Wegan Nerd w Palermo
Dostawa włoskich romansów
Dostawa włoskich romansów

Bułka z bakłażanem

I tak w poszukiwaniu roślinnych przyjemności dotarłyśmy do popularnego baru nieopodal portu. Miejsce nazywa się Nni Franco U’Vastiddaru. Ma dwa wcielenia. Od strony Piazza Marina jest to regularna restauracja, a od strony ulicy Vittorio Emanuele, pod numerem 102, okienko do którego wieczorem ustawia się długa kolejka spragnionych smażeniny przechodniów. Za 2 euro z groszami jest parę stricte roślinnych sycylijskich przekąsek do wyboru.

Bułka z bakłażanem
Bułka z bakłażanem
Bułka z caponatą
Bułka z caponatą

Ja spróbowałam dwóch: bułki z pieczonym bakłażanem oraz z caponatą. Puszystej sezamowej bułeczki, z której sprzedawca wydarł cały puch ze środka, żeby umościć w niej soczysty warzywny wsad. Pieczony bakłażan miał zaskakująco dużo smaku oraz miękką skórkę, a caponata była na tyle wyborna, że po powrocie do Polski od razu zabrałam się za zrobienie swojej wersji tego „sycylijskiego bigosu”. Dla niewtajemniczonych to smażony w dużej ilości oliwy bakłażan w towarzystwie pomidorów, kaparów, oliwek i selera naciowego hojnie doprawionych oregano. Niezwykle zaspokajająca i satysfakcjonująca rzecz, szczególnie drugiego dnia i na zimno.

Dobry adresik
Dobry adresik
Focaccia i sfincione
Focaccia i sfincione

Nieopodla tego miejsca jest piekarnia, w której kupicie m.in. sfincione, sycylijską pizzę, grube ciasto suto nawilżone słodkim pomidorowym sosem. Mmmmm.

Pomidory pełne słońca

Kiedyś wizyta na targowisku Ballarò była wielkim przeżyciem. Sprzedawcy zakrzykiwali się nawzajem, próbując zwabić do siebie klientów. Dziś bazar jest jedną z głównych atrakcji turystycznych miasta. Sprzedawcy nie muszą już wkładać tyle wysiłku, by reklamować swój towar. Wąskimi uliczkami pomiędzy kramami nieustająco płynie wartka rzeka potencjalnych klientów. Lubiłam tu kiedyś wpaść po jeszcze ciepłe, bo sprzedawane prosto z wielkich garnków, ziemniaki, karczochy czy kolby kukurydzy. Sprzedawcy zawijali je sprawnie w papierowe tutki. Wystarczyło je potem odwinąć, by zanurkować pomiędzy mięciutkie warzywa. Dziś nie mogłam ich znaleźć. Być może byłam o złej godzinie, albo ich nie wypatrzyłam, w każdym razie zdecydowałam się w końcu na kupno sałatki ziemniaczanej z jednego z barów, które ustawiają swoje kramy w przejściu pomiędzy straganami. Za kilka ziemniaków zapłaciłyśmy… 5 euro. Alka wróciła tam następnego dnia i z ciekawości podpytała znów o cenę. Ta podana przez innego sprzedawcę była już o połowę mniejsza, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że na Ballarò trzeba uważać, bo zrobiło się po prostu turystyczną atrakcją. Zresztą, ceny za jedzenie, nie tylko na tym bazarze, poszybowały do góry w całym mieście. Dalej jednak Ballarò to obfitość warzyw, które potem można przygotować po prostu we własnym zakresie. Nigdy nie miałam okazji rozprawienia się w kuchni z tymi długimi tyczkowatymi cukiniami. Kuszą mnie też zawsze krągłości sycylijskich bakłażanów. Alka nakupiła nam raz pysznych pomidorów i zrobiła potem wyborną kolację – makaron fusilli lunghi z prostym sosem.

Wszystkie kolory Ballaro
Wszystkie kolory Ballaro
Sycylijskie słodkie pomidory
Sycylijskie słodkie pomidory

Placuszki z ciecierzycy

Palermo ma jeden słynny wegański specjał: pane panelle e crocchè. Bułę ze smażonymi placuszkami z mąki z ciecierzycy i krokietami z ziemniaków. Całość jest sowicie posolona, popieprzona oraz skropiona sokiem z limonki. Wyborna! Placuszki można również zjeść bez buły, krokiety zresztą też.

Panelle e crocchè
Panelle e crocchè
Vucciria za dnia
Vucciria za dnia

Raczyłyśmy się nimi w miejscu, w którym zawsze spędzam pierwszy wieczór w Palermo.

Vucceria! Och, Vucceria. Ożywa nocą i łatwo tu stracić głowę. Szczególnie pod wpływem muscata aleksandryjskiego. Zibibbo, jak na wzmacniane wino deserowe przystało, jest słodkie i szybko ścina z nóg swoimi szesnastoma procentami.

Fenicjanie z pewnością nie przypuszczali, że sprowadzając słodkie winogrona na sycylijską wulkaniczną ziemię, przyczynią się do rozpijania ludzkości parę wieków później. Teraz nikt nie wraca pamięcią do starych dziejów. Bo trzeba by sobie jeszcze przypomnieć, że i pomidory przywieźli Hiszpanie, a Grecy granaty i oliwki, Rzymianie pszenicę i jęczmień, Maurowie bakłażany, cytrusy, ryż, daktyle i szafran, a w ogóle robienie lodów zaczęło się od arabskiej okupacji.

W drodze na bazarek :)
W drodze na bazarek 🙂
Brioche con Gelato
Brioche con Gelato
Cukiernia Pasticceria Costa w samym centrum Palermo
Cukiernia Pasticceria Costa w samym centrum Palermo
Cycki św Agaty i wegański kisiel z arbuza!
Cycki św Agaty i wegański kisiel z arbuza!

Swój ostatni pobyt w Palermo zakończyłam gigantycznym deserem w postaci lodów w brioszce. Typowa sycylijska fantazja. I znowu buła! Tym razem z dwoma smakami lodów w środku: pistacji z migdałami i skórką pomarańczy oraz orzechem laskowym. W wersji wegańskiej można taką brioszkę zjeść z granitą. To też wspomnienie kultur, które miały swój wpływ na sycylijską kuchnię. Bez nich wszystkich nie byłoby dziś miejscowej kuchni jak i architektury: arabskich łuków i kopuł, barokowych zdobień, bizantyjskich mozaik i normańskich kościołów. Do zobaczenia w pięknym Palermo.

PS Dzięki Alka za wspólny czas i piękne fotki.

Dajcie znać, czy znacie Palermo od strony roślinnej kuchni, jestem ciekawa, co jeszcze można tam zjeść!

NAKARMIONA STARECKA JEST RÓWNIEŻ NA FACEBOOKU I INSTAGRAMIE. ZAPRASZAM!