Bar Prasowy – nie gap się, tylko jedz!

Na otwarcie tego baru mlecznego czekali wszyscy – społecznicy, którzy walczyli o zachowanie charakteru miejsca, emeryci dopingujący inicjatywę cienkim portfelem, a nawet bywalcy najmodniejszych restauracji. W końcu któż by nie chciał sobie przypomnieć, jak smakują dobre i tanie leniwe?

Zamknięcie Prasowego – a bardziej plany burmistrza Śródmieścia wobec lokalu – rozwścieczyło jego bywalców. Zimą 2011 r. odbyła się niezapomniana akcja przejęcia „mleczaka” – młodzi mieszkańcy dzielnicy zajęli Bar Prasowy i zaczęli serwować barowe klasyki. Udało im się wydać około 200 dań, nim pojawiła się policja. Trwająca miesiące akcja obywatelska okazała się skuteczna, urzędnicy ulegli naciskom i wynajęli Bar Prasowy po cenach preferencyjnych z przeznaczeniem na tanią jadłodajnię. Zadania podjął się Kamil Hagemajer, właściciel sieci barów mlecznych Mleczarnia.

Historię Prasowego ujęto w nawias. Wnętrza są pełne cytatów: z charakterystycznych literek skaczących po menu ułożono panoramę obejmującą nieistniejące już budynki Śródmieścia (pawilon Chemii, Dom Handlowy Sezam), grafiką ceratowej kraty ozdobiono blaty stolików, zachowano nawet fragment starej mozaiki na podłodze. I tylko wspólny stół na rozpędzonych, krzywych nogach przypomina, że jesteśmy tu i teraz, a niedaleko jest plac Hipstera.

Kolejka wysadza drzwi i zajmuje chodnik przed barem. Największym wzięciem cieszą się leniwe, zaraz potem pierogi ruskie, naleśniki z serem, doskonała botwina, gulasz wieprzowy i kopytka. Widoczna przez okienko z wydawką kuchnia uwija się jak w ukropie. Uwagę przykuwa pani lepiąca pierogi.

Wracają wspomnienia. Ciekawe, czy leniwe są takie jak kiedyś. Zaspokajam ciekawość – tak, kluski pływają w morzu ciepłego, prawdziwego masła, a na wierzchu mają gruby kożuch z bułki tartej i cukru waniliowego.

Zamykam oczy i słyszę głos mamy: „Nie gap się, tylko jedz! Bo wystygnie”. Wsuwam więc szybko i przyglądam się ludziom wokół. Dziadek wyjmuje szczękę, by rozprawić się z kawałkiem mięsa, matka Polka bierze na wynos. I tylko ta mała jest dla mnie zaskoczeniem. Skąd wiedziała, że tu obiad lepszy niż u mamy?