TUK TUK – tajsko, modnie, choć zachowawczo

Tajlandzka riksza z fasonem zaparkowała na najmodniejszym placu stolicy. Wcisnęła się pomiędzy kawiarnię Karma a chiński bar weselno-studencki Que Huong serwujący dania śnięte jak ryby pływające w ustawionych tam akwariach. W końcu pojazd na trzech kółkach wszędzie się wciśnie, to jego wielka przewaga.

Brakowało modnego azjatyckiego bistro w centrum Warszawy. TUK TUK z pewnością będzie hitem ze względu na lokalizację, głód hipsterskich żołądków podrażnionych prosecco z kija, nową formułę azjatyckiego fast foodu. TUK TUK ma to coś, czego brakuje Que Huong znajdującemu się tuż nad nim. Fajny, modny wystrój, wyluzowaną obsługę, otwartą kuchnię i prawdziwe woki, którymi fachowo potrząsa azjatycki kucharz. To nowość, bo do tej pory mieliśmy budy „w pięciu smakach” serwujące kurczaka w cieście oraz nieco nowsze hybrydy sięgające korzeniami czasów Jarmarku Europa na Stadionie Dziesięciolecia i karmiące nas bum-bo-nam-bo oraz bun-ka.

TUK TUK nie jest jeszcze krakowskim brawurowym Yellow Dog (czekam na warszawską filię, Luizo, oj czekam). Nie skosztujemy więc tu odważnych wariacji na bazie azjatyckiego dziedzictwa kulinarnego. Mamy za to klasyki – laksę (20 zł), pad thai (20 zł), zupę tom-kha (15 zł) i curry (25-29 zł). Serwis przy okazji zamówienia będzie serdeczny, choć nieco pogubiony, czy raczej zaskoczony sukcesem. Dania dostaniemy z szybkością osiągów tuk-tuka, 50 km na godzinę wydaje się odpowiednim porównaniem.

tom-kha (15 zł) 

Tom-kha robi wrażenie. Jest świeżutko przygotowana, gęsta i szalenie aromatyczna. Po dwóch łyżkach jednak robi się tak słodka, że aż mdli. Nie udaje mi się jej dojeść do końca. Thai basil z wieprzowiną (27 zł) podany z ryżem zaspokaja głód i ma wyczuwalną anyżową nutę. Z kolei jungle curry (30 zł) to istne piekło na ziemi (o czym zostaję lojalnie uprzedzona przez serwis). Cieszy gałązkami zielonego pieprzu, kalmarami naciętymi w jodełkę, aromatem liści limonki kaffir i sokami eksplodujących na podniebieniu małych, zielonych bakłażanów. Ale poziom ostrości przekracza moje granice, nie czuję smaku, tylko ogień. Dobrze, że obok jest ratunkowy ryż.

 jungle curry (30 zł)

 thai basil z wieprzowiną (27 zł) 

TUK TUK będzie miejscem modnym i oblężonym. Nie jestem jednak pewna, czy jeszcze do niego zajrzę – ceny jak na klasykę w wydaniu bistro są wygórowane, a zdrapane czarne odpryski z woka to niezbyt smaczny dodatek do dań. Na razie wolę wietnamskie bum-bo-nam-bo w oczekiwaniu na nowoczesne i bardziej kreatywne podejście do kuchni azjatyckiej.

TUK TUK
ul. Mokotowska 17
Warszawa