Superiore – śródziemnomorsko

Zrobiłam już drugą pętlę rowerem po centrum i nic. „Polacy są tak agresywni, a to dlatego, że nie ma słońca (…) tylko zimno i pada, zimno i pada na to miejsce w środku Europy”, śpiewał Kazik w mojej głowie. Kontrola wszystkich miejsc zimnym nosem przyklejonym do witryn potwierdzała – jesień!

W knajpach jeszcze nie zaczęło się picie, rozpanoszyły się tylko chłód, głód i pustka. Żadna z obejrzanych z wysokości roweru restauracji nie zapowiadała zmiany status quo. Do czasu, kiedy wjechałam na ulicę Piękną i dostrzegłam schowaną za kioskiem Ruchu restaurację Superiore. W wielkich oknach rysowały się rozbawione, zajęte jedzeniem i piciem wina sylwetki. Wreszcie!

W środku było ciepło, przytulnie i rodzinnie. Po sali kręcił się uśmiechnięty właściciel. Na tablicy oprawionej w złotą ramę rozpisano kredą parę dań – głównie włoskich, choć tu i ówdzie pojawiali się sąsiedzi z basenu Morza Śródziemnego. Postanowiliśmy zrobić sobie z Kuchcikiem małą wycieczkę – ślimaki po burgundzku (23 zł), kotlety jagnięce w consommé (49 zł), polędwica wołowa z purée chrzanowym (49 zł) i lody kozie z owocami.

Na naszym stole stanęła karafka z wodą, do tego doskonałe proste pieczywo wypiekane na miejscu, secik oliw i świetne czerwone wino, odpowiednio do pogody ściągające mocą usta. W winie mogłabym przebierać – półki po sufit wypełnione butelkami. Panowie z ambicjami wodzili po nich wzrokiem i dopytywali o szczegóły. Ja wolałam zapaść się w krzesło i pochłaniać zakazaną w diecie białą kromkę wilgotną od kąpieli w oliwie.

Do ślimaków, widząc pianę masła i sera wokół mięczaków, zamówiliśmy kolejny koszyczek pieczywa. Mmmm. Mikroskopijne mięsko podkręcone ostrością składników smakowało naszą romantyczną kolacją nieopodal Sekwany. Obudziło przytłumione węglowodanami apetyty.

Filet mignon po obróbce sous vide był seksownie soczysty, różowy w środku, a chrzanowe purée ziemniaczane nie czarowało emulgacją, ale domowym tłuczeniem od serca. Kuchcik zadziwił się jagnięciną pływającą w brytfance wypełnionej po brzegi zapachami gór i spoconych, smagających się witkami tymianku górali. Deser był równie smaczny jak główne dania – i zaskakujący. Lody sprawiały wrażenie zamrożonego twarożku, który osadzał się przyjemnym tłuszczem na podniebieniu.

Kontemplowaliśmy jeszcze wspomnienia po wibrujących od emocji i ciepła daniach, kiedy pojawił się właściciel. Poczęstował nas doskonałym, domowym limoncello i umocnił w przekonaniu, że w samym centrum zmarzniętej Warszawy, pośród banków i biur, jest miejsce z fantazją i profesjonalną kuchnią od serca.

Superiore
ul. Piękna 28/34
Warszawa