Roślina – kawiarnia na Bielanach

Nowe, urocze miejsce na Bielanach, pełne zieleni w doniczkach i na talerzach. Można tu zjeść kanapkę z kiszoną kapustą, wypić dripa, a już niedługo zjeść coś dobrego z wegańskiego grilla.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jestem absolwentką Szkoły Głównej Gwiezdnych Wojen, zwanej również Gnojną Sorboną. Tak rozwijali akronim swojej Alma Mater studenci SGGW. Jak większość osób parających się pisaniem, studiowałam kompletnie inny niż dziennikarstwo kierunek – architekturę krajobrazu. Miałam projektować ogrody – i nie był to pomaturalny kaprys, ale predylekcja do przyrody, towarzysząca mi od małego. Udało mi się nawet po studiach zaprojektować i zrealizować dwa ogrody w stolicy europejskiego ogrodnictwa, Londynie. Były pachnące, kwitnące, przyciągające motyle oraz – co się okazało po czasie – lisy. Romantyczna przestrzeń, którą starałam się wykreować, okazała się idealną scenerią lisich amorów. Na tyle intensywnych, że po moich klombach, zagajnikach i kwietnikach zostały tylko chroniące je siatki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ogrody Londynu robiły na mnie ogromne wrażenie – od pojedynczych, wypieszczonych źdźbeł mikroskopijnych trawników przed wejściem do domów po kwiatową feerię barw Kew Gardens, spokój horyzontalnego Hyde Parku, zadeptane przez jelenie pola Richmond. Ich zaplecza były nie mniej urocze i miały jedno tajemnicze miejsce, do którego zawsze chciałam zajrzeć. Był to domek, mała, drewniana szopa, w której ogrodnicy trzymali sadzonki, kalosze i narzędzia. Tak myślę, bo nigdy nie udało mi się do takiego domku wejść, natomiast jego wnętrze wyobrażałam sobie po wielokroć.

11046529_835312179873957_2789433222386269948_n

Ostatnio, po wielu latach od tamtych ogrodniczych epizodów, odwiedziłam dzielnicę, w której się wychowałam. Bielany – prócz Cafe de la Poste – nie mają może zbyt wiele do zaoferowania w dziedzinie kulinariów, biją jednak na głowę resztę Warszawy romantycznym nastrojem uliczek z zabudową w stylu dworkowym z lat dwudziestych XX wieku, oświetlonych gazowymi latarniami. Jestem pewna, że lisy by ją pokochały, na szczęście nie latają jeszcze Ryanairem.

Przy jednym z bardziej malowniczych bielańskich skrzyżowań ulic Schroegera z Kleczewską odkryłam Roślinę. Weszłam i znalazłam się we wnętrzu domku brytyjskiego ogrodnika, tego z moich fantazji. Kaloszy nie było, ale za to ryciny botaniczne, mnóstwo doniczek i jeszcze więcej roślin, ma się rozumieć. Zza lady uśmiechał się do mnie wielki wielbiciel roślin na talerzu, autor nieodżałowanych manakiszy, buraczanego hummusu i lawendowego ciasta, Wojtek z nieistniejącej już klubokawiarni Nie Zawsze Musi Być Chaos. Przybiliśmy piątkę, zjadłam zachwalaną kanapkę z kapustą kiszoną i cheddarem (10 zł), burgera z pestek słonecznika od Kuchcika (14 zł), popiłam dripem (10 zł) i wyemigrowałam wewnętrznie do Londynu. Nowa kawiarnia na Bielanach to prawdziwa zielona dacza dla ciała i ducha, nie tylko domek ogrodnika, lecz także ogród, który do niego przylega i za chwilę otworzy się na gości. Nie mogę doczekać się pierwszego, wegańskiego grilla! Spotkajmy się na nim!

10351008_835312136540628_4322026056774319628_n

Roślina
ul. Schroegera 80

Warszawa
godziny otwarcia: 9-21