Przewodnik po Sztokholmie

10 adresów, które musicie odwiedzić, jeśli chcecie smacznie zjeść i nie zbankrutować. 

Trafiłam do Sztokholmu w czasie potężnych opadów śniegu. Zatem w moich wspomnieniach to miasto jest jak z bajki – ciche, białe i nieco uśpione. Domyślam się, że w lecie może być zupełnie inne, ale zimowe, otulone białym puchem, ma w sobie wiele uroku.

Tym, co bardzo różni Sztokholm od Warszawy, z pewnością jest cisza. Od razu się ją zauważa, podobnie jak minimalny ruch samochodowy. Wiem, że w mieście wprowadzono ograniczenia ruchu, ale też Szwedzi nie stosują soli jak my, by pozbyć się śniegu i przy okazji unicestwić co roku sporo drzew, tylko sypią żwirek, po którym ostrożnie suną auta. Ulice Sztokholmu pozostają więc białe, nie płyną szarą breją, da się po nich spacerować, nawet gdy pogoda zdaje się temu nie sprzyjać.

sztokholm sztokholm
kanapka z majonezem, jajem i krewetkami, szwedzki klasyk
kanapka z majonezem, jajem i krewetkami, szwedzki klasyk

Z podziwem obserwowałam spory ruch rowerowy, któremu nie przeszkadzały ani niskie temperatury (w dzień bywało –13 stopni), ani opady śniegu, ani trwające w mieście prace remontowe. Krajobraz Sztokholmu co rusz pocięty jest masywnymi szkieletami dźwigów, ale mimo rozkopów w mieście panuje jakiś nadzwyczajny ład i spokój.

sztokholm

To samo dotyczy relacji z ludźmi. Wszyscy spotkani po drodze byli dla mnie nadzwyczajnie mili i emanowali takim kojącym opanowaniem właśnie. Może to zasługa bajkowej zimy wokół? Chciałabym wrócić do Sztokholmu latem i przekonać się, czy tak jest zawsze. Znajomi mieszkający w stolicy Szwecji twierdzą, że w lecie to zupełnie inne miasto.

sztokholm

Tymczasem mam dla was listę miejsc, w których można porządnie zjeść i wcale przy tym nie zbankrutować. Jedno jest pewne, kawosze nie mają się czego obawiać. W większości miejsc, łącznie z kioskiem w metrze, czeka na nich przelewowa kawa za darmo. Podobnie jest z wodą z kranu, dostępną w każdej restauracji. Nie zdziwcie się także, gdy kasjer przy kasie będzie nalegać na płatność kartą. W przeciwieństwie do Polski Szwecja próbuje przestawić się na całkowity ruch bezgotówkowy!

sztokholm

1. Kvarnen
Tjärhovsgatan 4
Zacznijmy od klasyki, czyli zasłużonej i lubianej restauracji z piwiarnią, specjalizującej się w tradycyjnej szwedzkiej kuchni. Działa nieprzerwanie od 100 lat. Słynie z gościnności, a w przeszłości ze wspierania bezrobotnych, którzy w latach 20. mogli się tu pokrzepić sycącym posiłkiem za parę groszy. Wystrój zdaje się pamiętać wszystkie minione dekady, wrażenie robią ogromne okna oraz stary bar. Zjecie tu klasyczne szwedzkie dania, takie jak köttbullar, czyli mięsne pulpeciki z ziemniaczanym purée, krewetki w sosie chrzanowo-majonezowym, dorsz skrei i wołowe policzki. Ja szczególnie polecam śledzie. Zarówno w formie przystawki, czyli pasty z marynowanych, korzennych śledzi, brązowego masła, kawioru, czerwonej cebuli i jajek, podanej z ciemnym pieczywem nieco przypominającym nasz piernik (135 koron), jak i głównego dania – smażonych śledzi z ziemniaczanym purée, palonym masłem, koperkiem i borówkami (190 koron).

Wskazówka dla oszczędnych: Warto tu zajrzeć w weekend, w godzinach 12-14, a następnie 14:30-16:30. Cena za brunch jest bardzo przyzwoita – 275 koron za osobę, dzieci do lat 12 jedzą za darmo.

Kvarnen sztokholm
smażone śledzie z ziemniaczanym puree i borówkami w Kvarnen

2. Woodstockholm
Mosebacke torg 9
Zdecydowanie najciekawsze miejsce ze wszystkich przeze mnie odwiedzonych. To koncept łączący bar, restaurację z otwartą kuchnią i ze sklepem. Można tu kupić dizajnerskie meble – wystrój Woodstockholm zmienia się często, bo co osiem tygodni, a wraz z nim wszystko: menu, muzyka w tle, a nawet logo. Załoga jest bardzo kreatywna i za każdym razem pracuje kompleksowo. W poprzednich edycjach menu inspirowane było między innymi książką kucharską Salvadora Dalego czy buntowniczą postacią szefa kuchni, który zrezygnował kiedyś z gwiazdki Michelin – Marca Pierre’a White’a. Ja trafiłam na czas azjatycki, w menu znalazły się takie kompozycje jak zawinięta w sałatę ostryga z yuzu na przystawkę (65 koron), placki z kimchi z mięsem kraba (195 koron), chrupiące wontony nadziewane kapustą, podane na purée z selera idealnie komponującym się z olejem chili i pieprzem syczuańskim (135 koron), posypana świeżym chrzanem wołowina z ryżem, kawiorem i konfitowanym, a następnie marynowanym w occie ryżowym żółtkiem (155 koron) i jedno z lepszych dań wegetariańskich, jakie jadłam – rzepa daikon i shitake pieczone z pastą miso i podane z jajkiem w koszulce (265 koron). Na deser zjedliśmy coś bardzo zaskakującego: earl grey crème brûlée (115 koron) z kawiorem z tapioki.

Wskazówka dla oszczędnych: Warto zamówić menu degustacyjne w cenie około 500 koron, wychodzi taniej niż zamawianie poszczególnych dań.

Woodstockholm sztokholm-1
chrupiące wontony na przystawkę
Woodstockholm sztokholm vege-1
rzepa daikon i shitake pieczone w paście miso

3. K25
Kungsgatan 25
Ładnie położony, schowany nieco w filarze wiaduktu food court. W porze lunchu trudno się tu przebić przez tłum wygłodniałych korporatów mających jedynie godzinną przerwę na posiłek. Od wyboru kramów może się zakręcić w głowie. W wokach i olbrzymich garnkach na oczach klientów bulgocą potrawy – sporo tu azjatyckiego jedzenia, między innymi kręci się sushi, gotują ramen i pho, ale też miejsce dla siebie wygospodarowały przysmaki meksykańskie i arabskie. Jest nawet reprezentacja szwedzkich pulpetów z ziemniaczanym purée. Na końcu hali można przycupnąć przy przypominających uniwersyteckie audytorium stolikach. Otwarte od poniedziałku do soboty, od wczesnego ranka do godziny 21.

Wskazówka dla oszczędnych: Posiłek w K25 to wydatek rzędu 65-100 koron.

 k25 w Sztokholmie
k25 w Sztokholmie

4. Hermans 
Fjällgatan 23B
Kto ma dość pulpetów, ryb i słodkich bułek, a zatem stęsknił się za warzywami, powinien wdrapać się na wzgórze w południowej części Sztokholmu – Södermalm – skąd rozpościera się piękny widok i gdzie można objadać się do woli, ponieważ płaci się raz, za jeden talerz, a za kolejne dokładki – już nie. A jest co dokładać. W samoobsługowym bufecie Hermans warzyw pieczonych, surowych, zanurzonych w gorących potrawkach jest tu bez liku. Do nich sosy i posypki, a także solidne, dobre pieczywo, które wszyscy z lubością smarują grubą warstwą jakiejś pasty (tym razem były humus i tapenada). W porze lunchowej kłębi się tu kolorowy tłum, zarówno turystów, jak i miejscowych, na warzywny obiadek lubią tu wpadać pracownicy działającego nieopodal Polskiego Instytutu w Sztokholmie. Po obiedzie koniecznie zejdźcie ze wzgórza w kierunku jeziora, gdzie mieści się fantastyczna galeria fotografii – Fotografiska.

Wskazówka dla oszczędnych: Lepiej wpaść tu na lunch niż na kolację, bo cena za jeden talerz z wieloma dokładkami do godziny 15 wynosi tylko 135 koron. Potem, do zamknięcia lokalu, czyli do godziny 21, to już 195 koron. Za zamówioną kawę lub herbatę płaci się oddzielnie, ale również można jej w nieskończoność dolewać.

wejście do Hermans Fjällgatan
wejście do Hermans Fjällgatan
Hermans Fjällgatan
Hermans Fjällgatan
fotografiska-1 fotografiska wystawa-1

5. Saluhall
Östermalmstorg 114 39 
Królestwo ryb, sałatek majonezowych i owoców morza. Trzeba tu zajrzeć i przekąsić co nieco. Z każdego garmażu można kupić porcję na wynos – lub zjeść ją na miejscu.

6. Urban Deli
Działa w trzech lokalizacjach i specjalizuje się w owocach morza. To bistro połączone z barem i ze sklepem. Można kupić marchewki i zostać, by przy browarku delektować się paterą krabów, ostryg i krewetek w przystępnej jak na Sztokholm cenie.

sztokholm sztokholm
biblioteka publiczna w Sztokholmie
biblioteka publiczna w Sztokholmie
sztokholm

COŚ SŁODKIEGO

7. Vete-Katten
Kungsgatan 55
Oj, tu się naprawdę zasiedziałam. Pszenny Kot (to nie żart, tylko nazwa cukierni) działa od 1928 roku i wciąż jest popularny, czasami nawet trudno o wolny stolik. Ja wracałam tu parokrotnie spróbować wszystkich smakołyków, o których fantazjowałam przed przylotem do Szwecji. Spróbowałam przede wszystkim semli w różnych wariantach (waniliowej, wiedeńskiej, bez laktozy), czyli wypełnionej masą marcepanową i kremem bułeczki.

wienersemla
wienersemla

Obowiązkowo zjadłam też bulle z kardamonem (kardemumma) i cynamonem (kanelbulle).

kardemumma
kardemumma

Tu upolowałam także najlepszy w mieście, według miejscowych rankingów, kawałek tortu księżniczki (prinsesstårta). To ukryte pod płachtą zielonego lukru warstwy przełożonego dżemem oraz kremem biszkoptu. Słowem, najgorszy deser, jaki jadłam w życiu!

tort ksiezniczki vete katten-1
prinsesstårta
prinsesstårta

Poza tym reszta jest fenomenalna, szczególnie posmakowała mi semla. Szwedzi naprawdę potrafią wypiekać!

semla
semla

Wskazówka dla oszczędnych: Prócz słodkości, kanapek i sałatek do dyspozycji gości jest nielimitowana kawa przelewowa. Za darmo i z niekończącą się dolewką.

8.Bageri Brillo
Tullhus, Skeppsbron 1
Idąc Skeppsbron, wzdłuż Gamla Stan (Starego Miasta), nie przeoczcie paru pawilonów, które przycupnęły nad samą wodą. Tu wypieka się najlepsze kanelbulle w mieście. Mają wszystko to, co reszta, plus coś jeszcze – wyjątkową lekkość. Są mniej zbite i ceglaste, a bardziej obłoczne i puszyste. Można zjeść ich zatem więcej, niż nakazuje przyzwoitość. Czego jestem najlepszym przykładem, a nie oszczędzałam się podczas całego pobytu! Miejsce jest obecnie w trakcie remontu, ale nie zrażajcie się, weźcie bułeczki choćby na wynos. Na miejscu prócz wypieków można kupić książkę autorstwa właściciela i głównego piekarza.

najlepsza bula sztokholm-1

 9.Bageri Petrus
Swedenborgsgatan 4B
Z całego Sztokholmu najbardziej podobało mi się na Södermalm – to dzielnica, w której toczy się najintensywniejsze życie. Tu zjadłam najlepsze obiady, odkryłam fantastyczne second handy (Smiley Vintage i Ritz, w którym kupiłam wspaniały sweter w grzyby), tu też znalazłam kultową piekarnię Petrusa, do której kazała mi pójść Monika Walecka, czyli nasza krajowa chlebowa bogini, twierdząc, że jeśli mam gdzieś ćpać gluten, to tylko tam. Malutki lokal jest połączony z piekarnią, która co rusz wypluwa pięknie spalone chleby na zakwasie, głównie typu francuskiego. Siedząc i skubiąc najbardziej chrupiące pain au chocolat, jakie jadłam w życiu, obserwowałam, jak mieszkańcy Sztokholmu po drodze z pracy powoli przetrzebiają półki z pieczywem Petrusa. Byli też tacy, którzy prócz tego, że kupowali bagietki na żytnim zakwasie, zasiadali jeszcze do podwójnej fiki i – nie mogąc się zdecydować – brali do kawy po dwa ciastka. Nie ma się co dziwić, wypieki Petrusa mogą być wystarczającym powodem, by wsiąść w samolot do Sztokholmu. Na miejscu także można kupić książkę kucharską autorstwa piekarza i próbować powtórzyć perfekcję jego wypieków w domu, choć obawiam się, że to wcale takie łatwe nie jest.

Bageri Petrus-1 Bageri Petrus sztokholm-1

10.Fabrique
Pierwszą szwedzką bułeczkę cynamonową zjadłam w Londynie, w Fabrique właśnie. Sieć bowiem doczekała się lokali poza własnym miastem – także za granicą. Jakość na szczęście wciąż idzie w parze z ilością – i to Fabrique w Sztokholmie, jak kiedyś w Londynie, uratowało mnie przed śmiercią głodową i straszną pogodą. W Londynie padał deszcz, tu śnieżna zadymka była tak duża, że nie byłam w stanie dotrzeć do miejsca, gdzie miałam zjeść obiad. Krótka fika, czyli przerwa na kawę i coś słodkiego, od razu poprawiła mi humor. Znajdziecie tu duży wybór bullarów, semli i pieczywa. Kiedy ja delektowałam się bułeczką z kardamonem, obok panowie w marynarkach pałaszowali kanapki z krewetkami, sałatki i owsianki – możecie więc ten adres traktować jako równie dobry na lunch.

kardemumma i kanelbulle w  fabrique
kardemumma i kanelbulle w fabrique
fika
fabrique
fabrique

Kto był w Sztokholmie latem? Piszcie, ciekawa jestem waszych wrażeń. Chciałabym tu wrócić na midsommar, na szwedzką noc świętojańską.

Podobał Ci się mój artykuł? Kliknij „Lubię to!” lub „Udostępnij”. Nakarmiona Starecka jest również na Facebooku i Instagramie. Zapraszam!