Lutenica – przepis na papryki prosto z Bułgarii

Bułgarskie serce jest z papryki.

Miałam okazję się o tym przekonać już przy pierwszym bułgarskim posiłku, który zjadłam w Sofii, stolicy Bułgarii, w bardzo ładnym i nowoczesnym bistro o sekciarskiej nazwie Krąg. Siedziałam przy stole z dwiema dziennikarkami: Ivą i Kristiną.

Wśród wielu ciekawych zamówionych przez nie potraw znalazły się klasyczne pieczone papryki doprawione jedynie czosnkiem i oliwą. Ich dojrzała w słońcu słodycz w połączeniu z aromatem ogniska okazała się najprostszą, ale też najbardziej zachwycającą kompozycją. Zaczęłam rozumieć, dlaczego papryka dla Bułgarów znaczy mniej więcej tyle, ile dla nas ziemniaki. Kiedy zaczęłam się nad nią roztkliwiać, dziewczyny mi przerwały.

– To jest trauma z dzieciństwa każdego Bułgara – uśmiechnęły się z przekąsem. – Co roku jesienią przerabia się tonę papryki na lutenicę i wekuje ją na zimę. To prawdziwy sport narodowy. Żmudne obieranie papryki śni nam się równie często jak pierwsze egzaminy w szkole.

A potem zaczęły opowiadać o największym bułgarskim wynalazku technicznym XX wieku, czyli o czuszkopeku. To przenośny piec elektryczny wymyślony specjalnie do pieczenia papryki. Jest podłużny i idealnie obliczony na trzy długie sztuki. Wystarczy parę minut w piekielnie wysokiej temperaturze, by skórka warzyw zaczęła odchodzić od mięsistego i słodkiego środka.

Iva i Kristina opowiadały o nim trochę w formie żartu, ale kiedy tylko się dowiedziały, że czuszkopek nie dotarł jeszcze do Polski i sama go w swojej kuchni nie posiadam, zarządziły koniec obiadu i wyprawę do supermarketu w celu zakupu urządzenia. Pojechałyśmy więc metrem do najbliższego sklepu i tuż przy kasie, jako że sezon na paprykę był w pełni, znalazłyśmy pudła z czuszkopekiem. Kosztował niewiele, bo około 50 złotych, ważył parę kilogramów i na szczęście zmieścił się z łatwością w bagażniku samochodu. Dziewczyny na pożegnanie wręczyły mi jeszcze przepis na lutenicę w proporcji mniej więcej na 30 kilogramów.

My takiego zapasu na zimę jak Bułgarzy nie musimy robić. Nie jest też konieczne posiadanie czuszkopeka, by przerabiać paprykę. Wystarczy zwykły piekarnik. Chociaż, skoro posiadam bułgarski piecyk do jej pieczenia, doceniam jego walory i uważam go już za jeden z ważniejszych wynalazków w całym świecie kulinarnym.

Piekę w nim również bakłażany (ich przypalona skórka świetnie się sprawdza w przepisie na babaganusz) oraz nasze polskie… ziemniaki. Smakują jak z ogniska! A polska papryka upieczona w czuszkopeku smakuje równie dobrze jak ta dojrzewająca w bułgarskim słońcu.

Północ Bułgarii – co ciekawego można znaleźć na przedgórzu Bałkanów?

Lutenica
(porcja na 6 słoików)
• 6 bakłażanów
• 12 czerwonych papryk
• 1 marchewka
• 200 ml oleju słonecznikowego
• 5 ząbków czosnku
• 80 ml octu winnego lub jabłkowego
• cukier do smaku
• sól do smaku

Bakłażany i papryki myjemy, osuszamy i pieczemy w całości w piekarniku rozgrzanym do 250 stopni. Po mniej więcej 20 minutach skórka powinna być mocno przypieczona. Marchewkę ścieramy na grubych oczkach. Warzywa studzimy. Papryki obieramy, a bakłażany kroimy na pół i łyżką wyciągamy miąższ. Odciskamy go na sitku z wody i razem z obranymi paprykami oraz startą marchewką przekładamy do garnka.

Miksujemy blenderem. Na połowie oliwy podsmażamy posiekany czosnek. Po chwili dodajemy zmiksowane warzywa i ocet, mieszamy i dusimy pod przykryciem na małym ogniu przez 2 godziny. Po tym czasie dodajemy pozostałą oliwę, doprawiamy do smaku cukrem i solą tak, aby zbalansować słodko-kwaśny smak. Przekładamy do wyparzonych słoików, zakręcamy, stawiamy do góry dnem i czekamy, aż się zawekują (zassą się wieczka). Cieszymy się lutenicą przez długie jesienno-zimowe miesiące.

Nakarmiona Starecka jest również na Facebooku i Instagramie. Zapraszam!