Koszmary warszawskiej gastronomii część 2.

Bachory wracają do szkół, dorośli do knajp. Nie ma bowiem nic lepszego na jesienny splin niż garść kalorii popitych winem. Uzbierałam dla was nieco anty adresów, byście przypadkiem zamiast euforycznego stanu nie sięgnęli kulinarnej depresji. Koszmary warszawskiej gastronomii odcinek 2. przed wami!
1. Koszmar najgorszego wnętrza

TBILISI (ul. Puławska 24)
Nawet najlepsze chaczapuri w mieście nie jest w stanie przebić się przez gęsty obłok melancholii, jaki unosi się tu nad stolikami. Niestety. Po pierwsze – powiązana ze sobą burzliwymi relacjami rodzinnymi obsługa często kłóci się na zapleczu. Po drugie – spojrzenie ma tak mętne i przepełnione beznadzieją, że nie dziwią braki w karcie. Po trzecie wreszcie, jeśli chodzi o wnętrza, to one ostatecznie dobijają gościa, który przebrną przez i tak trudny moment zamówienia. Ściany udekorowano na modłę „Chłopskiego jadła”, dodano nieco plastikowych winorośli, a całość zwieńczono przykładami gruzińskich strojów ludowych.

2. Koszmar najgorszego serwisu

CZARNA.bar (ul. Sienkiewicza 4/2)
Bar który, jak tłumaczy właścicielka i obsługa, specjalizować się będzie w trunkach i smacznych do nich zagryzkach, otworzył się parę dni temu na miejscu starej Organzy. Trzy piętra odświeżono gruntownie, umeblowano oszczędnie, stąd może dość nieprzyjemny pogłos pustego wnętrza. Ciekawi nowego baru, zjawiamy się tu mocną grupą jedenastu osób w czwartkowy wieczór. Część z nas nie wie, że lokal ma już koncesje, dlatego przynosi parę butelek wina. Menedżer jest wyraźnie z tego niezadowolony, decyduje się w końcu pobrać od nas opłatę – 15 zł korkowego. Szybko jednak wypijamy zapasy, kupujemy kolejne butelki białego z baru, a niektórzy mocniejsze trunki.  Jest po 23., kiedy menedżer niezbyt subtelnie sugeruje nam, że serwis chce już zamykać Czarną. Kiedy przychodzi po raz trzeci z tą informacją, grzecznie się ewakuujemy. Wychodzimy na pełną ludzi ulice Sienkiewicza, na której bary będą jeszcze długo otwarte. Dlaczego CZARNA.bar mając lokalizacje w samym centrum, pośród obleganych klubów, na własne życzenie wypisuje się z życia nocnego Warszawy? Zwłaszcza, że chce być trochę lepszą, ale jednak – zakąszarnią?

AKTUALIZACJA
Lokal zamknięto. Na miejscu Czarna.bar powstaje właśnie drink bar Skandal.  

3. Koszmar najgorszego jedzenia

ZŁOTO HISZPANII (ul. Francuska 24)
Za takie gazpacho o smaku koncentratu powinno się karać. Na szczęście była z nami Masala, która w upalny dzień, po dłuższej chwili namysłu, doceniła mokrą zawartość talerzyka.

PLANTACJA (ul. Marszałkowska 28)
Kolejny vege bar szybkiej obsługi serwujący ten sam, nudny, pozbawiony smaku standard.  To właśnie przez takie miejsca niejedzenie mięsa kojarzy się z mordęgą brei i kiszonek. W tym wypadku słusznie. Dlaczego w środku sezonu, kiedy stragany kipią od warzyw i owoców, serwuje się coś takiego?

AKTUALIZACJA 
Lokal zamknięto.

LODY NA PATYKU (ul. Lipowa 7a)
Mody szybko przemijają. Mam nadzieję, że o serwowanych tu chemicznych lodach o fluorescencyjnych kolorkach i mdłym smaku gumy „Turbo” wkrótce zapomnimy.

Oby do wiosny!