Il Cavaliere – kreacje z poprzedniej epoki

Dwie najbardziej pożądane przez restauratorów blogerki kulinarne i ja. Spotykamy się na Hożej, we włoskiej restauracji Il Cavaliere. Tutejsza kuchnia zapowiada się bezpretensjonalnie i smacznie. Gorzej wypada wnętrze lokalu.

Beżowe ściany, kawowe dywaniki, ciężkie zasłony w modnym niegdyś kolorze cappuccino, rolety i poduchy w romantyczne kwiatowe motywy zdradzają marzycielską naturę właścicieli pragnących nieco bardziej wyrafinowanej oprawy dla rustykalnej włoskiej kuchni. Dominujący w centrum lokalu łukowaty bar to prawdziwa arka Noego z ocalałymi osiągnięciami budowlanki z lat 90. Szkło, kamień, karton-gips, halogeny, a to wszystko mieniące się ostentacyjnie w łazienkowym gresie podłogi. Mogłoby się zdawać, że ten pensjonat Carringtonów spod Radomia może serwować tylko lastryko. Tu jednak jest tak zwana miła niespodzianka.

Omijając długą listę banalnych przystawek, znajduję północnowłoski specjał – pizzoccheri alla valtellinese – gryczany makaron robiony na miejscu z ziemniakami, włoską kapustą i serem Casera (32 zł). Zimowy, charakterny i pełen smaków. Nie cieszy tylko konsystencja ziemniaków i makaronu, które, za długo gotowane, przestały stawiać opór zębom i zmieniły się w smaczną, bo smaczną, ale jednak papkę.

Po sycącym primi (a była to połowa porcji wzięta na spółkę z Restauranticą), czas na secondi w postaci kotlecików jagnięcych z grilla z sosem musztardowym (56 zł). Gorczyca przykrywa mięso intensywnym smakiem, ale jagnięcina jest delikatna, soczysta i miękka.

Sałaty idealnie współgrają formą z wystrojem restauracji i podtrzymują sentyment do poprzedniej epoki.

Jej duch, niestety, nie opuszcza nas przez całą kolację, a wręcz, jakby po reinkarnacji, ucieleśnia się w osobie kelnerki. Po zebraniu zamówień pani z przyklejonym uśmiechem wraca do naszego stolika i informuje, że oto wraz z szefem kuchni postanowiła zmienić naszą decyzję co do wina. Według nich nieopatrznie wybrałyśmy zbyt mocny trunek. Froblog trzeźwo znajduje przyczynę krętactwa i pyta wprost: nie macie po prostu zamówionego przez nas wina? Kelnerka z niestartym uśmiechem przyznaje się do kłamstwa. Parę wpadek dalej rezygnujemy z deseru i ruszamy na otwarcie nowego koktajlbaru, ciesząc się z reszty wieczoru w mniej pretensjonalnych i prowincjonalnych warunkach.

Restaurantica zamówiła petto d’Anatra con pepe nero e miele, czyli pierś z kaczki pieczoną w miodzie z pieprzem

A Froblog m.in. trofie gamberi e zucchine – ręcznie robiony makaron trofie z krewetkami, cukinią i pomidorem

Co jeszcze zjadły Froblog i Restaurantica? Czy im smakowało? Czytajcie ich relacje z tej samej kolacji :)

Il Cavaliere
ul. Hozą 43/49
Warszawa
godz. otwarcia: pn-nd do 22