El Caribe – kubańska domówka

Przykurzony żyrandol i ordynarny glamour zatłuszczony frytkami z batatów. Po znanym projektancie na Żoliborzu zostały tylko kwadratowe talerze, na których króluje plebejska kubańska kuchnia na miarę polskich możliwości.

To była przełomowa recenzja. Po tym, jak skrytykowałam tatara z redukcją balsamiczną, łososia z tłustą skórą i – znów – redukcją balsamiczną w pretensjonalnej żoliborskiej restauracji Chez Belier firmowanej nazwiskiem znanego polskiego projektanta, na portalu Zwierciadło, na którym wówczas prowadziłam blog, zakotłowało się. Tekst został błyskawicznie zdjęty, a wkrótce potem sama zdjęłam się z portalu i przeniosłam Nakarmioną na własną domenę. Restauracja również długo nie pociągnęła na sławie projektanta i po zaledwie paru miesiącach ściągnięto welurowe kotary z okien. Na jej miejscu pojawiła się kolejna, z mniej wyrafinowanymi planami, uśmiechniętym serwisem i nieskomplikowaną kuchnią. Po kreatorze gustu i smaku oprócz kryształowego żyrandola zostały kwadratowe talerze i pseudoparyskie stoliki, którym nowi właściciele barbarzyńsko przemalowali nogi na turkus. Przy nich, zamiast gwiazd, zasiedli normalni ludzie, mieszkańcy Żoliborza, wpadający tu na kubańskie przysmaki i drinki.

El Caribe to jednak wciąż całkiem zręcznie wymyślony koncept marketingowy. Przy okazji otwarcia nowej restauracji we wszystkich materiałach przewijały się ukute przez właścicieli, okrągłe zdanka: „El Caribe to pierwsza prawdziwie kubańska knajpa w Warszawie” oraz „Szefowa kuchni to rodowita Kubanka”. Po degustacji zestawu specjalności zakładu, plato cubano (dla dwóch osób, 125 zł), śmiem twierdzić, że żoliborska kuchnia kubańska jest nieco mdła, a wspomnianej wcześniej Kubanki już dawno na Żoliborzu nie ma. Właścicielka tłumaczy jej ucieczkę strachem przed zimą i posępnymi minami naszych rodaków. Kuchnia El Caribe mimo wszystko ujmuje nowością, choć nie do końca bogactwem smaków. Papas rellenas, czyli smażone ziemniaki faszerowane wołowiną lub krewetkami w sosie kreolskim, idealnie nadają się do długiego, uspokajającego przeżuwania, wprowadzającego organizm w błogą komę.

Papas rellenas, czyli smażone ziemniaki 

Yuca frita, frytki z juki, są nieco włókniste, ale ciekawe, a na tostones, racuchy z mącznego, słodkawego platana podane z musem z mango, można wpadać z pewnością regularnie.


Frytki z juki


Racuchy z platana

Niezła jest ropa vieja, czyli poszarpana wołowina, wprost idealna dla pozbawionych uzębienia. Niczego nie trzeba kroić, przeżuwać, kucharz już za nas poszarpał mięso jak Reksio szynkę. Picadillo a la habanera, mielona wołowina po hawańsku (z pomidorami i oliwkami), to przyjemne danie dla niejadków. Gorzej wypada masas de cerdo, wieprzowina w sosie mojo, wysuszona na wiór, a także spora dawka frijol negro, czarnej fasoli, po której grozi nam niebezpieczeństwo niekontrolowanej detonacji.


Ropa vieja


Picadillo a la habanera


Wieprzowina w sosie mojo

El Caribe może przyciągnąć mało znanymi w Polsce smakami platanów, batatów czy juki, reszcie dań brakuje nieco charakteru. Czyżby kuchnia kubańska wcale nie była jak wulkan gorąca?

El Caribe
ul. Mickiewicza 9
Warszawa