Umamipol – koreańskie bento

Ten zestaw może i wygląda jak przygotowany na kacu przez dwóch chłopaków z Pragi. Ale ręczę, że ów pozorny punk rock to upakowane w pudło najmodniejsze kulinarne tendencje ostatnich lat.

Nie wiem, na ile są tego świadomi jego twórcy – Banan i Czesio – faceci, którzy mieli już przecież do czynienia z gastronomią. Pierwszy prowadził Bufet Centralny, który po krótkim okresie prosperity nie wytrzymał dyskotekowej konkurencji i zbankrutował, drugi pracował w koreańskich restauracjach. Polak i Koreańczyk serwują teraz uliczną kuchnię koreańską, świadczą usługi cateringowe oraz planują warsztaty. Na razie możecie spróbować ich kuchni w tymczasowych restauracjach, ich pop-up w Alejach Ujazdowskich działa do najbliższej soboty, i ma wszystko, czego poszukuje współczesny konsument, a przynajmniej czego powinien poszukiwać zdaniem speców od marketingu i trendów.

Projektowanie doświadczeń
Kelnerzy, menu, stoliki? Ta konwencja już się przejadła. Teraz jada się w stodole z krową za plecami, która po posiłku od razu zmywa naczynia, pardon – emalię. Umamipol w Alejach Ujazdowskich też oferuje niezgorsze przygody. Wejście jest naprzeciwko zasłużonej dla politycznego lobby restauracji Pod Gigantami, a żeby się dostać na czwarte piętro kamienicy, należy nadusić domofon i udać się w podróż windą. Następnie znaleźć kawalerkę na końcu zakurzonego korytarza. W dużym pokoju ustawiono stoliki utrzymane w wyrafinowanej stylistyce piwnych ogródków. Higienę zachowuje się dzięki łatwo zmywalnym ceratom w kratę. Jest swojsko i nonszalancko, zdawać by się mogło, zupełnie przypadkowo.

Tajemniczy składnik
Amaro ma swoje momenty i kalendarz na 52 tygodnie, Umamipol – plastikowe pudełka z sześcioma przegródkami za 35 złotych. U zdobywcy pierwszej gwiazdki Michelin w Polsce plony polskiej natury przybierają tajemniczą postać piany, kurzu i galaretki, w koreańskim bento zaś forma jest nawet znajoma, składniki tylko noszą obco brzmiące nazwy, a przez to mają być atrakcyjne i na bank – chcemy w to wierzyć – prawdziwie koreańskie. Niby noga kurczaka, ale ma na sobie jakieś dziwne pikantne mazidło, pierożki nazywają się mandu, kimchi to – jak mawia Sebastian Olma – prawdziwa petarda, smakowite rybne ciastko wije się falą nabite na patyk, głównym składnikiem omletu jest sos sojowy, a glony z surowym kalmarem intrygująco prześlizgują się pomiędzy zębami.

Azjatycka kuchnia
Jeszcze chwila, a dojdzie do zamieszek pod Sejmem – gdzie jest ramen, bibimbap, bento i udon? – dopytują się stołeczni smakosze. Reprezentanci Wietnamu już tu są, gotują kości na pho, ale gdzie ci kucharze z Japonii i Korei, gdzie ich dania, którymi zajada się Berlin? Umamipol bierze więc japońską formę bento i pakuje do niej koreański fast food w wersji łatwej, zeuropeizowanej i – co tu dużo gadać – niedopracowanej. To jednak przywilej pionierów, im zawsze wszystko uchodzi na sucho.

Storytelling
Chcesz zbudować markę, musisz stworzyć jej historię. Nie sprzedasz nawet butów bez dobrego bajeru o ciotce, która zostawiła ci je w spadku. O tym Umamipol zapomniał, ale te braki szybko nadrobi jego zastępca, vintage’owy sklep Norm Core, który otwiera się w tym samym miejscu już niedługo.

Umamipol pop-up w warszawskich Alejach Ujazdowskich jest czynny do 18 kwietnia, szczegóły tu. O dalszych poczynaniach Banana i Czesia dowiecie się z ich fb.