Rusiko – gruzińska uczta

Do Gruzji jechaliśmy odurzeni lekturą Mellerów i opiniami z serwisu Kaukaz.pl. Widziałam siebie w malowniczych górach z bawolim rogiem wypełnionym winem w jednej ręce i z nabrzmiałym od rosołu cycem chinkali w drugiej. To miała być niekończąca się supra. Z fantazją i zapasem czasu, którego nikt nie przelicza na pieniądze, co najwyżej na przyjemności. Na miejscu okazało się, że supra, owszem, jest, ale inscenizowana, jak napad zbójników na zakopiańską knajpę, i za kasę, jak za pamiątki z cepelii, że Gruzini nie rozpromieniają się na widok turystów, ale ściągają krzaczaste brwi w wyrazie nieufności wobec obcych, a wina nie zakopuje się już w glinianych naczyniach kvevri, tylko produkuje, korzystając ze światowych rozwiązań. Gruzja, którą w trakcie zeszłorocznych wakacji zjeździliśmy wszerz i wzdłuż, pokazała nam swoją prawdziwą twarz – zmęczonego, nieufnego homo sovieticus. I pewnie szczerze byśmy go znielubili, gdyby nie kuchnia, którą leczył nas z wszechogarniającej, dojmującej melancholii.


chinkali, gruzińskie pierogi wypełnione mięsem i rosołkiem (22 zł)

Podobnie jest w Rusiko. Nie zdziwcie się, gdy przy stoliku obok zasiądzie cała ekipa tutejszej kuchni, wyciągnie szlugi i mając gdzieś konwenanse oraz jedną z najbardziej prestiżowych w Warszawie lokalizacji, zajara sobie. Będzie się zaciągać z tym samym smutkiem, który widziałam w spojrzeniach mieszkańców Tbilisi, Kazbegi czy Telawi.


pulpeciki jagnięce w sosie pomidorowym (33 zł)

Nie pozostaje nic innego, jak znów szukać ratunku w jedzeniu. A to jest oczywiście znakomite – od obłocznego i pachnącego masłem placka chaczapuri z trzema rodzajami serów (20 zł), przez całuśne chinkali, które aż się prosi o głośne i zdecydowane siorbnięcie rosołku, a potem chapsnięcie aromatycznego mięsa (22 zł), smażone boczniaki z estragonem i pęczakiem (20 zł), i finezyjny nadugi, czyli twarożek z miętą na plastrach sera sulguni (19 zł), po pulpeciki jagnięce w sosie pomidorowym (33 zł) i młodego kurczaka w sosie z orzechów (34 zł). Równie dobrze jest w karcie z alkoholami, są nasze dobre znajome – czacza i wina z winnicy Marani.


smażone boczniaki z estragonem i pęczakiem (20 zł)


chaczapuri z trzema rodzajami serów (20 zł)


nadugi, czyli twarożek z miętą na plastrach sera sulguni (19 zł)

Biją dzwony w kościele Świętego Aleksandra na placu Trzech Krzyży, ale tu w Alejach Ujazdowskich czas płynie w rytmie GMT – Georgia Maybe Time. Moglibyśmy tak siedzieć, jeść i pić w nieskończoność. Na deser od restauracji dostajemy soczyste plastry arbuza. I wiecie co? Podaje je właściciel. Uśmiechnięty. Do takiej Gruzji to ja mogę wracać.

 

Rusiko
Al. Ujazdowskie 22

Warszawa