Poznań: 21 miejsc, w których warto zjeść

Poznań ma swoją specyfikę. Nigdzie nie widziałam tylu ramenów i serników w menu.

W artykule dla „National Geographic Traveler” nazwałam niedawno Poznań gastronomiczną stolicą Polski. I nie czuję wcale, by było w tym choć trochę przesady. Ilekroć odwiedzam Poznań, mam wrażenie, że w jego kuchni dzieje się o wiele więcej niż w Warszawie czy Krakowie, a już na pewno więcej niż we Wrocławiu.

Z racji bliskości Berlina, w którym dominuje kuchnia azjatycka, poznańskie powietrze też ma aromat świńskiego wywaru. Przybywa miejsc specjalizujących się w japońskim ramenie o chińskim rodowodzie, a sporo restauracji włączyło go do swojego menu. Nieco słabiej obsadzona jest wietnamska pho – właściwie można ją zjeść tylko w Cafe La Ruina na Śródce i Phobarze na Jeżycach. Poznań natomiast jako pierwszy w kraju doczekał się sushi w wersji peruwiańskiej. Chodzi o styl nikkei, bardzo modny w Stanach, głównie za sprawą Ferrana Adrii, zdobywcy trzech gwiazdek Michelin – ale o tym więcej poniżej, w akapicie poświęconym restauracji Yuzu.

Równie mocno jak trend azjatycki rozwija się w Poznaniu kuchnia lokalna, wielkopolska. Przybywa porządnych i ambitnych rzemieślników, którzy bez kompleksów sięgają po lokalne składniki, czerpią z poznańskiej tradycji, pieką chleby, kulebiaki, sami robią wędliny.

Poznań wypracował sobie także alternatywę dla przyklepanej przez unijny certyfikat tradycji pieczenia świętomarcińskiego rogala na margarynie i sztucznych aromatach. W paru miejscach można kupić rogale robione na prawdziwym maśle, z dużą ilością bakalii, miodu i białego maku. Orędownikami i inicjatorami rogalowej dobrej zmiany są przede wszystkim Monika i Jan Pawlakowie, właściciele Raju i Cafe La Ruina, ale rogale na maśle można także kupić w Innej Piekarni (według przepisu Moniki) i w Piece of Cake. Jednak rogalowa gorączka rozpala miasto właściwie tylko w listopadzie, bo w pozostałe miesiące mieszkańcy Poznania żywią się głównie sernikiem. Z jego nieskończonych wariacji znów słynie Cafe La Ruina. Serowe wypieki serwują także inne kawiarnie (między innymi Bardzo, Warzywniak czy znów Piece of Cake).

Ale nawet Poznań czasami głupieje i w pogoni za modą bezmyślnie kopiuje pomysły sąsiada zza ściany. Nie wiem, co takiego się wydarzyło ostatnio, czy marmur staniał, czy przedsiębiorcy pogrzebowi postanowili wyprzedać zalegający w magazynach materiał, dość, że w wielu miejscach leży on nie tylko na barach, lecz także stolikach – generalnie przykrywa wszelkie możliwe formy płaskie. Jeśli już pojawia się marmur, to koniecznie w towarzystwie roślin tropikalnych, pewnie, żeby tak smętnie nie było. A jeśli się da i ściana jest wolna, to tapetuje się ją również w tropikalne motywy, najchętniej we wzory najbardziej hipsterskich roślin, czyli w gigantyczne liście monstery i bananowca. Marmur z zielenią to jeszcze nie komplecik – do szczęścia potrzebne są miedziane, połyskujące złotem rurki, z których robi się lekkie konstrukcje, przepierzenia, półki, a nawet lampy. Po paru dniach spędzonych w Poznaniu można mieć wrażenie, że odwiedziło się nie parę lokali, ale jedną restaurację – tak wszystkie są do siebie podobne. Nie będę się pastwić i wymieniać ich z nazw, ale liczę, że następnym razem znajdę w ich wnętrzach jakieś urozmaicenie.

Poniżej spis miejsc, które przykuwają moją uwagę – jeśli macie inne ulubione adresy, napiszcie o nich koniecznie w komentarzach. Postaram się zajrzeć w te miejsca przy kolejnej kulinarnej delegacji.

KUCHNIA AZJATYCKA

Yuzu
ul. Roosevelta 22
Peruwiańskie sushi! Tak, to nikkei, styl zapoczątkowany przez falę japońskiej emigracji, która w XIX wieku pojawiła się w Peru. Japończycy szybko odnaleźli się w królestwie ziemniaka i zaczęli go wykorzystywać w swojej kuchni. Prawdziwy rozgłos nikkei przyniósł jednak były szef kuchni i właściciel legendarnej El Bulli. Dziś serwuje dania nikkei w swojej restauracji Pakta w Barcelonie. Z powodzeniem – miejsce już widnieje na liście 50 najlepszych restauracji na świecie, The Diners Club World’s 50 Best Restaurants Academy. Nikkei w Polsce stara się promować Kamil Brzozowski, założyciel i szef kuchni restauracji Yuzu, która otworzyła się jakieś pół roku temu w nowym, ciekawym architektonicznie biurowcu Bałtyk przy rondzie Kaponiera. Kamil o sushi wie wszystko, pracuje z surową rybą pod okiem japońskich szefów kuchni od 2002 roku. We własnej restauracji stawia na produkt (dostawcą świeżych i dzikich ryb do Yuzu jest między innym Jakub Pieniążek, czyli Fish Lovers) i słodko-kwaśne połączenia smaków. Nim z rozpędu znów zamówicie nigiri czy futomaki, spójrzcie lepiej na pierwszą stronę menu Yuzu i zamówcie koniecznie dwie pozycje: łososia z kolendrą, marakują i nanami togarashi (29 zł) oraz tuńczyka z nikkei mango salsą, jalapeño, ponzu i pachnotką (28 zł), a na deser yuzu z białą czekoladą.

yuzu

Yetztu
ul. Bolesława Krysiewicza 6
Prekursorzy ramenu – nie tylko w Poznaniu, lecz także w całej Polsce. O jakości ich klusek niech świadczy fakt, że zaopatrują się w nie inne ramenownie, na przykład stołeczny, roślinny Vegan Ramen Shop. W menu Yetztu japońska zupa występuje w aż ośmiu odsłonach. To trzy klasyczne wersje: shio, shoyu i vege shoyu (28 zł), oraz pięć wariacji, między innymi z kaczką, yakitori z kurczaka, tofu czy wontonami i kimchi (30-32 zł). Yetztu jest malutkie i bardzo popularne, co oznacza, że stolik należy rezerwować przynajmniej parę dni wcześniej.

Mikoya
ul. Krysiewicza 6b
Tuż obok Yetztu niedawno otworzyła się Mikoya. To biznes tych samych właścicieli i Kohei Yagi, znanego wśród smakoszy Japończyka, który gotuje, autora bloga o kuchni japońskiej, często zatrudnianego w charakterze restauracyjnego konsultanta do spraw umami. Wie, jak je wydobyć nawet z jabłek i kapusty, czego przykładem może być wspomniany już wcześniej stołeczny Vegan Ramen Shop, dla którego przygotował roślinną wersję bulionu. W restauracji Mikoya jest współwłaścicielem i twórcą menu, jest więc jeszcze bardziej japońsko niż za ścianą obok. To nieco większy lokal, tłum – adekwatny, a zup odpowiednio mniej, bo tylko dwie. Nie traci się zatem czasu na wybór dań, bo ten jest prosty – albo lekki, klarowny bulion na bazie mięsa drobiowego i wieprzowego asari, albo biały i gęsty kotteri (oba za 26 zł). Potem może być tylko trudniej, bo desery są cztery, i to lodowe.

Mikoya poznan-1

Zen On
ul. Zwierzyniecka 3
Poznańska konkurencja stołecznego Uki Uki mieści się na tyłach wspomnianego wcześniej Bałtyku. Wnętrze lokalu specjalizującego się w treściwych, grubych kluchach z mąki pszennej, czyli w japońskim udonie, jest piękne, dopracowane i w zgodzie z najmodniejszymi trendami. Kuchnia na szczęście jest równie staranna, choć tutejszej tempurze brakuje pożądanej lekkości. To tylko mały szczegół, bo reszta rzeczywiście robi wrażenie. Udon podaje się tu z trzema rodzajami bulionu: rybnym, mięsnym i mięsnym doprawionym kimchi (ceny za jedno danie od 31 zł do 46 zł). Od wyboru dodatków może się zakręcić w głowie, na tafli dań kładzie się tu składniki zarówno bardzo klasyczne, jak tempura właśnie, jak i rodem z innych kuchni świata – na przykład dorsza skrei czy kasztany. W menu znalazła się także skromna reprezentacja ramenu w formie shoyu z żeberkami bbq (35 zł).

IMG_6812

Gescheft
ul. Żydowska 28
Nie dość, że Gescheft, to jeszcze na Żydowskiej. Idąc tu pierwszy raz, byłam przekonana, że wybieram się do restauracji z kuchnią żydowską. Tymczasem w tym bezpretensjonalnym bistro do kuchni i jej etnicznych granic podchodzi się nader swobodnie. Dominują azjatyckie smaki w wydaniu bardzo prostym, wręcz skrótowo domowym, bez silenia się na skomplikowane techniki. W menu japoński schabowy (23 zł), żeberka w koreańskiej ostrej paście gochujang (29 zł) czy wietnamska sałatka bun bo nam bo z wołowiną (32 zł), a do tego dobry wybór rzemieślniczych piw.

Meat Us
ul. Żydowska 26
Tuż obok Gescheftu znajduje się prawdziwa mięsna świątynia. Meat Us polecili mi poznańscy szefowie kuchni, którzy po godzinach marzą tylko o świętym spokoju i porządnej kanapce z mięsem. Kanapki okazały się tak dobre, że jedną z nich przywiozłam do Warszawy mojemu szefowi kuchni, czyli Kuchcikowi. Zajadał się nią, aż mu się uszy trzęsły. W Meat Us przy Żydowskiej do mięciutkich bułek, a ostatnio także bao, azjatyckich bułeczek na parze, wkłada się szarpaną łopatkę wieprzową, golonkę, boczek, pastrami, steki i kaczkę, a wszystko doprawia sezamem, sosem hoisin, kimchi, wasabi lub świeżym imbirem (ceny od 17 zł do 24 zł).

Wypas
ul. Jackowskiego 38
Jedyna wegańska restauracja w tym zestawieniu. W Poznaniu, w przeciwieństwie na przykład do Wrocławia, który kuchnią roślinną stoi, trudno o wegańską kuchnię. Wśród klientów Wypasu przeważają jednak wszystkożercy, sporo z nich wpada tu z psami, co szczególnie widać w weekendy, kiedy lokal zamienia się w prawdziwą psiawiarnię. Wypas istnieje od czterech lat, ale jeszcze do niedawna był otwarty tylko w dni powszednie. Długo więc nie miałam szansy go odwiedzić, bo wpadałam do Poznania głównie w weekendy. Ostatnio jednak się udało i z wielką przyjemnością zawitałam w lokalu w przepięknej starej kamienicy na Jeżycach, by spałaszować falafele z domowym majonezem i pitą (14 zł). Wypas załapuje się do azjatyckiej stawki mojego zestawienia, bo znosi go coraz bardziej w tym kierunku. W menu pojawił się nawet ramen w wegańskiej wersji, którego jeszcze nie jadłam, ale którego jestem bardzo ciekawa (26 zł). Poza tym są sajgonki (12 zł), tajska zupa tom kha (14-19 zł), wegańskie sushi (mały zestaw – 49 zł) i koreański bibimbap (26 zł). Wypas działa także na wynos, na telefon można mieć roślinne sushi, japoński lunch czy sałatkę z glonów.

wypas kuchnia wege poznan-1 wypas

Umami Sushi
ul. Wodna 7/2
W Umami gotują Koreańczycy, dwóch skromnych i uśmiechniętych kucharzy zmagających się z trudną materią poznańskich gustów. Jest zatem przede wszystkim sushi, udon, soba, ramen, ale też psim swędem odrobina autentycznej, fajnej kuchni koreańskiej: zupa z kimchi (8 zł), zupa rybna z ciastkami rybnymi odeng (15 zł), bulgogi (38 zł), bibimbap (40 zł) i żeberka z grilla galbi (49 zł).

Umami Sushi ul. Wodna 7/2

KUCHNIA POLSKA 

Modra Kuchnia
ul. Mickiewicza 18/lok. 2
Przebojem tego przytulnego, kameralnego miejsca jest wyrośnięta na drożdżach razowa pyza z pieczoną, tłuściutką kaczką. Pyza jest leciutka, a kaczka rozpływa się w ustach, towarzyszy im słodki sos wiśniowy i modra kapusta. Świetne są także wypiekane na miejscu kulebiaki z baraniną czy łososiem oraz cepeliny. Szefem i właścicielem Modrej Kuchni jest Szymon Sławiński, który doświadczenie zdobywał pod okiem między innymi legendarnego Alberta Roux, a potem przez lata gotował w kultowym dla poznaniaków klubie Dragon. Teraz specjalizuje się w autorskiej kuchni ludowej – jego podejście do polskiej tradycji kulinarnej jest bardzo inspirujące. Chciałabym nauczyć się kiedyś wypiekać takie kulebiaki! Więcej o Modrej Kuchni przeczytacie TU.

A Nóż Widelec
ul. Czechosłowacka 133
Restauracja ma lokalizację trudną, pośrodku niczego, ale jak podkreśla szef, to w istocie jej walor, bo przynajmniej jest gdzie zaparkować, a nawet się zdrzemnąć – nad restauracją działa hotel. Może się przydać, jeśli zaczniecie próbować miejscowej kuchni, bo zechcecie skosztować wszystkiego. I delikatnych, muślinowych pierożków mamy Michała Kutra, właściciela i szefa kuchni A Nóż Widelec, zupy szczawiowej z przepiórczym jajkiem, rydzów smażonych na maśle, jagnięcej biodrówki czy raków w sosie koperkowym. Michał Kuter z kuchni polskiej uczynił swój oręż – najprostsze i najbardziej opatrzone dania na jego talerzach nabierają wigoru, koloru i powabu. Takiego wydania polskiej kuchni chciałoby się więcej, nie tylko w Poznaniu, ale i w całym kraju.

a noz widelec michal kuter kuchnia wielkopolska poznan a noz widelec michal kuter kuchnia wielkopolska poznan

Ośla Ławka
ul. Taczaka 23
Krzysiek Łapawa, młody, zaledwie dwudziestoparoletni gastronom, przez starszych restauratorów zwany „utalentowanym smarkaczem”, to prawdziwy beniaminek poznańskiej gastronomii. Kochają go babcie i urządzają w jego restauracji rodzinne bankiety, kochają i młodsze pokolenia za odświeżenie ukochanego dania z dzieciństwa – kopytek. To już popisowy numer Oślej Ławki, co sezon występujący w różnych wariacjach, kolorach i smakach. Łapawa szybko się nudzi, lubi poszukiwać i łączyć nieoczywistości, ale zawsze robi to w kojący, bardzo komfortowy i zakorzeniony w polskiej tradycji sposób. Możecie tu trafić na lane kluski z wędzonym boczkiem, boczek z kasztanami czy kaczkę z kaszanką.

Kraft
ul. Słowackiego 27
Już od progu wiadomo, o co chodzi. O kiełbasę! Neon w kształcie przysadzistego serdelka porozumiewawczo mruga do gości tuż obok baru przy wejściu. Kiełbasa to obiekt zainteresowań Maurycego Majdeckiego, młodego, ambitnego kucharza, który kiełbasianego bakcyla połknął podczas podróży do Holandii. Tam zdobył większość swojego zawodowego doświadczenia i nauczył się sprawiać zwierza od nosa do ogona. Dlatego w menu znajdziecie różne niepopularne jego części, choć niesłusznie – w nich kryje się wszak najwięcej smaku. Są smażone cielęce flaczki (16 zł), ligawa z boczniakami i wędzonym majonezem (18 zł) oraz stek ze świecy (38 zł). Maurycy sam robi pastrami, które podaje na grzance z domowymi piklami (20 zł), kaszankę, którą serwuje w urokliwym towarzystwie delikatnych ravioli i maślano-krewetkowego sosu (16-22 zł), wreszcie sam nabija flak białą kiełbasą i podaje ją z krokiecikiem z głowizny (24 zł). Podczas gdy Maurycy pichci i doskonali swój mięsny warsztat, frontem Kraftu zawiaduje jego siostra Hania, inicjatorka tego biznesu. Hania z wykształcenia jest projektantką przestrzeni, jak można się domyślić również autorką wystroju Krafta i pomysłodawczynią mrugającej przy wejściu neonowej kiełbaski. Na miejscu jest codziennie – dba o zaopatrzenie baru, wyszukując najróżniejsze kraftowe piwa i ciekawe wina, organizuje degustacje oraz warsztaty. Kraft przypomina mi nieco londyński St. John Smithfield Bar and Restaurant, najbardziej barowy z biznesów znanego z filozofii „from nose to tail” Fergusa Hendersona. W St. John, podobnie jak w jeżyckim Krafcie, chodzi głównie o mięso, piwo i pieczywo. O superproste, ale dopracowane przyjemności.

KRAFT KRAFT KRAFT

Toga 
pl. Wolności 13

Przedziwna nazwa i wystrój inspirowany scenografią „Niewolnicy Isaury” oraz wnętrzem gabinetu prezesa spółki na skraju bankructwa. Niemniej w krótkiej karcie same dawno niewidziane lub zaskakujące pomysłami mięsne cymesy w domowym wydaniu, czasami wzruszająco nieporadnym wizualnie, ale bajecznie smacznym – wędzony jesiotr z blinami, ostra zupa na koźlinie, konina ze smardzami, faszerowana gęś, wołowe serca w grzybach.

KUCHNIA MIĘDZYNARODOWA 

Cafe La Ruina i Raj
ul. Śródka 3
Monika Mądra-Pawlak i Jan Pawlak, weterani wszystkich zestawień, ulubieńcy poznaniaków, nieustraszeni harcerze w walce z margaryną w rogalach, a przede wszystkim podróżnicy, którzy z kolejnych wypraw przywożą autentyczny smak potraw i pomysły na najbardziej obłoczne serniki w mieście. Menu w ich Raju jest iście rajskie i smakuje wakacjami. Są tu trzy dania z Tajlandii (ryż jaśminowy z indykiem – 26 zł, pad thai – 29 zł, curry – 37 zł), trzy z Wietnamu (banh mi – 30 zł, pho z Hanoi – 28 zł, sałatka z wołowiną – 32 zł) oraz trochę smaków z Boliwii i Peru, czyli z ostatniej, trwającej jeszcze wyprawy Moniki i Janka po obu Amerykach, którą możecie śledzić na Instagramie.

Oskoma
ul. Mickiewicza 9
Adam Adamczak nie przywiązuje się do żadnej kulinarnej tradycji, gotuje światowo i z fantazją. Co jakiś czas wybiera konkretne miejsce na mapie i przygotowuje odpowiednie dla niego menu – ostatnio w tygodniowej wkładce odwiedził Katalonię, Turcję, Wietnam, ale też wrócił do Wielkopolski, serwując czerninę i pyry z gzikiem. Oskoma wyrobiła sobie renomę kuchni dopracowanej, smacznej i podanej w nowoczesny sposób. Nie ma tu jednak białych obrusów, pian na talerzach ani kelnerów dygających przy wejściu. Atmosfera jest swobodna, choć ceny warszawskie, dlatego poznaniacy traktują Oskomę raczej jako miejsce na specjalne okazje. Więcej o Oskomie przeczytacie TU

Yeżyce Kuchnia 
ul. Szamarzewskiego 17
Przestrzeń mojej ulubionej jeżyckiej świetlicy przeszła ostatnio duży remont. Zniknęła patyna, ale pojawiły się modne wynalazki. W karcie również, na śniadanie można zjeść na przykład szakszukę i granolę, a na obiad żeberka w sosie bbq czy kurczaka z chorizo. Menu zrobiło się długie i jest pełne zaskakujących zwrotów akcji – ma i dział podrobów, złożony ze świńskich uszu, gęsich pipków, wątróbki i serc w wiśniówce (po 10 zł), oraz dań wegańskich (pieczeń z ciecierzycy, stek z kalafiora czy pieczony seler – wszystko po 25 zł). Te ostatnie w sumie cieszą, bo prócz Wypasu niewiele jest w Poznaniu miejsc, w których można zjeść stricte roślinny posiłek. Już myślałam, że w zawierusze zmian zniknął główny pretekst moich wycieczek na Jeżyce, czyli gzik z olejem lnianym i ziemniakami (17 zł), ale nie, ostał się jakimś cudem i, onieśmielony światowym towarzystwem, przyczaił się na końcu menu.

IMG_6818

KAWIARNIE 

Piece of Cake
ul. Św. Wojciech 27
Bujam się potajemnie w tej poznańskiej Norze Jones. A może w Aninych wypiekach, równie jak ona delikatnych, dziewczęcych i kuszących? Nie wiem już sama, ale z pewnością Piece of Cake to jedno z najbardziej słodkich, bezpretensjonalnych i romantycznych miejsc w Poznaniu. Jest też przy okazji najbardziej zielone. Kolekcja wybujałych roślin doniczkowych jest imponująca. Można się tam zaszyć, by po cichu wypić kawę i spałaszować wszystkie ciastka po kolei. Ania piecze świetne serniki z malibu, słonym karmelem czy whisky, szwedzkie semle, eklery, pączki, pain au chocolat i najlepsze w mieście niecertyfikowane rogale świętomarcińskie, czyli croissanty z białym makiem, migdałami, orzechami laskowymi na maśle.

piece of cake cukiernia kawiarnia poznan-1 piece of cake rogale swietomarcinskie poznan-1

Bardzo
ul. Żydowska 29
Kawy z segmentu specialty, duży wybór herbat, a nawet trochę słodkich wypieków i śniadań, w dodatku dostępnych przez cały dzień. Zjecie tu omlet z gruszką i kozim serem oraz grzanki: z awokado, boczkiem i jajkiem sadzonym, a także gorgonzolą, figą i prosciutto (wszystkie za 17 zł). Co jakiś czas Bardzo zamienia się w prawdziwą śniadaniownię i karmi do wyczerpania zapasów. Za barem znajoma twarz – Piotr Lasik pracował kiedyś u Moniki i Janka w Cafe La  Ruina. Uczył się od najlepszych.

bardzo pzn

Taczaka 20
ul. Taczaka 20
Poznański Prenzlauer Berg z wyrafinowaną przestrzenią wprost stworzoną do kawiarnianego lenistwa. Od fotela pod włóczkowym logo na ścianie, przez siedziska z ażurową boazerią za plecami, po krzesła wystawione na ulice – można wędrować z konsumpcją kaw, kanapek, ciast, ale też mocniejszych piw, jak zdradliwy Crazy Mike z Ale Browaru, który, o czym zresztą uprzedza tekst na etykiecie, naprawdę „skopie wam tyłek”.

Minister Cafe
ul. Ratajczaka 34
Kawiarnia mieszcząca się nad multitapem, sutereną z 300 etykietami piw rzemieślniczych. Tu dla przeciwwagi pokrzepicie się śniadaniem oraz wypijecie kawę parzoną alternatywnymi metodami.

Stragan Kawiarnia
ul. Ratajczaka 31

Orędownicy kawy i jajek. Kawę najchętniej przygotowują w aeropressie (pełni tu również funkcję lampki nad stolikiem), chemexie i dripperze, jajka podają w formie omletu. Americano i jajecznica są w tym lokalu surowo zabronione, o czym informuje napis przy wejściu.

NA PROCENTACH

Źródło Bar
ul. Taczaka 15
To moja sekretna melinka, wpełzam w podziemia Taczaka późnym wieczorem, szukając sposobów na strawienie wszystkiego, co zjadłam wcześniej. Szczególnie zatem doceniam tutejszy bogaty wybór whisky – również z Japonii.

Nakarmiona Starecka jest również na Facebooku i Instagramie. Zapraszam!