Palmier przy Żurawiej – pod palmą z #polishgirl i #polishboy

Żurawia miała swoje lepsze i słabsze momenty, zawsze jednak to był szpan. Największy w czasach, kiedy legendarna, nieistniejąca już Cafe 6/12 leczyła kaca pierwszych telewizyjnych celebrytów zdrowymi, detoksykacyjnymi koktajlami, a parę numerów dalej oblegana przez serialowe gwiazdki suszarnia puszczała w ruch łódeczki z ryżem i serkiem Philadelphia. Przez ostatnie dwadzieścia lat Żurawia stała się targowiskiem próżności, ulubionym miejscem zgłodniałych splendoru i atencji nowobogackich lubiących bezceremonialnie demonstrować swój status – od pobłyskującego złota na ręku i rozbieganych koni Polo Sport na klacie zaczynając, na lśniącym ferrari porzuconym przed samym wejściem lokalu kończąc.

palmier, żurawia

Po paru latach zastoju Żurawia odżyła dzięki Zorzy, która przejęła schedę po Cafe 6/12, a teraz za sprawą wyglądającego bliźniaczo Palmiera. W okolice placu Trzech Krzyży wracają elity, ale już nie biznesowe ani telewizyjne. Lokale przejmuje dzierżąca ajfony nowa władza: millenialsi potrafiący budować swój fejm w internecie. Pieniędzy może nie mają, ale wiedzą, jak pozować na autocelebrytę. Palmier ma wszystko, co potrzebne, by oznaczyć się na Instagramie #polishgirl i #polishboy. W karcie same słowa wytrychy do światowego życia – tabbouleh, rillette, guacamole i chutney, a przede wszystkim niedrogi i dekadencko brzmiący rehab, czyli zdrowy soczek z jarmużu.

Rehab, czyli jarmuż, Jabłko, cytryna, pietruszka, ogórek, cukinia
Rehab, czyli jarmuż, jabłko, cytryna, pietruszka, ogórek, cukinia (15 zł)

Co, jeśli chce się tu przyjść rzeczywiście coś zjeść, a nie tylko się lansować, jedząc francuski tost na spółkę z szafiarką? W menu jest parę smakowitych klasyków z francuskimi pretensjami. Grasicę cielęcą chciałoby się jednak uwolnić z ziołowej tempury (21 zł) – animelka jest bowiem przyjemnie jędrna, a tempura, zamiast być chrupiąca, zamula całość pozbawionym wyrazu, ciężkim, tłustym ciastem. Lepsze są leżące obok ziemniaki gratin i sos porto. Bardziej poprawny okazuje się croissant z rostbefem, duszoną czerwoną kapustą i chrzanem (18 zł), chociaż to samo mięso, już w daniu głównym, mimo różowego, apetycznego koloru żuje się niemiłosiernie długo, wprawiając w niepokój wszystkie misternie założone plomby (35 zł). Szczęka znajduje dopiero ukojenie w dodatkach – perfekcyjnie muślinowym purée chrzanowym i przyjemnie jędrnej fasolce szparagowej. Ptysie z lodami waniliowymi na deser są przyjemną małą i filigranową niespodzianką (12 zł).

Grasica cielęca w ziołowej tempurze
Grasica cielęca w ziołowej tempurze (21 zł)
Croissant z rostbefem (18 zł)
Croissant z rostbefem (18 zł)
Rostbef  z fasolką szparagową i puree chrzanowym (35 zł)
Rostbef z fasolką szparagową i puree chrzanowym (35 zł)
Ptysie z lodami waniliowymi (12 zł)
Ptysie z lodami waniliowymi (12 zł)

Inwestorzy, ci sami, do których należy położony nieopodal na Parkingowej BąTą, czekają jeszcze na koncesję. Zdaje się, że niecierpliwie, bo za barem mają superskład – Craft Cocktails Brothers. Pytanie tylko, czy trio znających się na miksologii dżentelmenów nie zmarnuje swojego potencjału na klasyczne koktajle i zapowiadane poncze w menu? Świetny serwis z odpowiednią bajerą jest, palmy dziarsko pną się ku wysokim sufitom, ceny za to trzymają przystępny poziom, należałoby jedynie porządnie dopracować kuchnię i można ruszać z gastronomią sumującą bieżące aspiracje. Superbryki zgarniające co ładniejszych chłopców już krążą w pobliżu, tylko patrzeć, a do kawiarnianych ogródków ściągną białe kołnierzyki.

Palmier
ul. Żurawia 6/12
Warszawa
godziny otwarcia: pon.-niedz., 08:00-00:00