Odette – słodkie laboratorium

To nie jest infantylny kącik z mdłymi muffinkami, rubaszna cukiernia spływająca karmelem ani wytwórnia tortów składająca piętra weselnego Pałacu Kultury i Nauki. Niech was nie zmyli subtelny seledyn na ścianach, pudrowy róż foteli i nazwa rodem z latynoskiej telenoweli – Odette może i serwuje słodkości, ale bliżej jej do laboratorium naukowca opętanego obsesją poszukiwania słodkiego aksjomatu niż do klasycznej cukierni.

W minimalistycznych, pastelowych, pięknych wnętrzach uwagę przykuwa patetyczna kamienna lada. Tuż za nią firmowe opakowania niesione przez zawieszone na ścianie latające spodki oraz rzeczone laboratorium, w którym w skupieniu nad słodyczami pochylają się osoby w białych fartuchach. Ponad głowami gości wisi świetlna instalacja z miedzianych rurek, geometryczny rebus własnoręcznie złożony przez autora projektu wnętrz Hugona Kowalskiego. Od samego patrzenia robi się niedobrze, wracają wspomnienia kartkówek z geometrii. Równie skomplikowaną sprawą wydaje się skorzystanie z toalety – ten pancerny, przeciwatomowy schron powinien służyć raczej szyfrowaniu słodkich receptur na Enigmie niż przyziemnym czynnościom fizjologicznym.

Nie tylko każdy kant przestrzeni, lecz także rant ciastek został poddany analizom i badaniom. Nic dziwnego, za Odette, prócz pomysłodawczyni Katarzyny Zieniewicz, stoi Krzysztof Rabek, były szef kuchni poznańskiej restauracji Hugo, a ostatnio sous chef Wojciecha Modesta Amaro, któremu bliskie są nowoczesne koncepcje. Ich kolorowe kule, stożki i walce to zbiór smacznych równań, które przywracają sens geometrii.

Piotr Chylarecki, jeden z niewielu w Polsce specjalistów od czekolady, wypełnia formy słodkimi niespodziankami. Do moich ulubionych należą: jogurt z jeżyną (14 zł), firmowe Odette z earl grey (12 zł), Ramon z czekoladą, orzechami i solonym karmelem (14 zł), ponętne Exotic z marakują, mango i wiórkami kokosowymi (14 zł) oraz pistacjowy ptyś (9 zł). Konsumuje się je po kontemplacji formy, najlepiej w odpowiedniej kolejności, od smaków najsubtelniejszych po intensywniejsze. Nie ma bowiem nic gorszego, niż załatwić się brązowym walcem z czekoladą o najwyższym procencie, a potem na próżno szukać smaku w reszcie figur. Wypadki jednak w każdym laboratorium się zdarzają – to ryzyko wpisane w eksperyment. Poproszę zatem następnym razem obsługę o pomoc, bo przecież ja ze wszystkich słodyczy najbardziej kocham śledzie!

Odette
ul. Górskiego 6/7
Warszawa