Le Bistro Rozbrat – kulinarne faux pas

Francuska kuchnia mimo niewątpliwych zasług dla historii światowej gastronomii nie jest popularnym hitem eksportowym swojego kraju. Bo francuszczyzny, w przeciwieństwie do włoszczyzny, nie podrobi pierwszy lepszy emigrant. 

Nie każdy Francuz potrafi przyrządzić coq au vin, ale już każdy Włoch pamięta, jak mama robiła spaghetti aglio olio. Francja elegancja przybiera w naszym kraju zatem plastikowe, irytujące tandetą formy w L’Arc i nieco sympatyczniejsze, niesilące się na haute cuisine domowe warianty Bistro La Cocotte. Za tę ostatnią rekomendację wciąż dostaję po głowie – że jeden kucharz, jeden palnik i jedna kelnerka.


Otwarta kuchnia Le Bistro Rozbrat

Le Bistro Rozbrat zapowiadało się na suwenirową wersję francuszczyzny oferowaną turystom dzierżącym pod pachą przewodnik „Paryż w weekend”. Za jedyne 15 euro w stolicy mody można liznąć z reguły parę kulinarnych pamiątek po wielkiej kuchni w zestawie złożonym z escargots à la bourguignonne, soupe a l’oignon, coq au vin i crème brûlée. W rzeczy samej, Le Bistro Rozbrat okazuje się mieć podobnie przeciętny poziom, tyle że w nieco bardziej perwersyjnym, spolonizowanym wydaniu szkoły radomskiej stawiającej na oszczędność, tani produkt i nieznośny, przestarzały manieryzm. Na deser spada tu hotelowa miechunka. Dania podaje się na kwadratowych talerzach, jeśli nie w towarzystwie gotowej mieszanki sałat, która ma to do siebie, że wyjęta z plastikowego opakowania szybko więdnie, to z pseudofantazyjnymi mazami, nad którymi znęcałam się już wystarczająco w Koszmarach Warszawskiej Gastronomii.


Foie gras na ciepło z karmelizowanymi jabłkami (51 zł)


Seler z chrzanem (15 zł) 

Domowe foie gras z kaczki podane z tostami (45 zł), jak wyjaśnia kelnerka, jest kupnym półproduktem, zamawiamy więc foie gras na ciepło z karmelizowanymi jabłkami (51 zł). Jabłko wcale nie jest karmelizowane, co najwyżej rozgotowane, dobrze, że chociaż wątróbka jest poprawnie usmażona. Są tu obowiązkowe mazy i zetlała sałata z paczki. Seler z chrzanem (15 zł) wygląda i smakuje, jakby dopiero wypadł z kubełka „Surówka cioci Steni”. Po takiej dawce surowizny nasz organizm zapewne pozbędzie się toksyn, ale może to niekoniecznie powinno mieć miejsce w restauracji. Mule na białym winie ze śmietaną (32 zł za mniejszą porcję) po zdjęciu pokrywki roztaczają tak nieznośny fetor, że trzeba je natychmiast odesłać do kuchni, by zapach szamba nie spowił ulic Powiśla. Wszystko wskazuje na to, że wyłowiono je w okresie rozmnażania. Każda próba przerwania stosunku mięczakom kończy się ich kulinarną zemstą.


Mule na białym winie ze śmietaną (32 zł)

Denną sytuację ratuje świeżo wyjęta z morza załoga ostryg (trzy sztuki za 24 zł), pełna smaku i młodzieńczej jędrności. Niezły jest królik, sprytnie podany w dwóch formach – jako udko i jako roladka ukręcona z pozostałej części mięsa – dobre są też babcine pływające wyspy, deser lekki i obłoczny… choć nasze samopoczucie po obiedzie zupełnie takie nie jest.

Nie zdziwcie się, gdy w porze lunchu zaproponują wam tu… chłodnik litewski. W Le Bistro Rozbrat brakuje konsekwencji kuchni, finezji przy garnkach i uczciwości w doborze produktów. Równie nieuczciwie można się poczuć potraktowanym przy płaceniu rachunku – zbyt wysokim jak za biesiadną, tandetną wersję kuchni francuskiej. Na szczęście za ścianą jest Na Lato, gdzie Magiel pilnuje standardów w kuchni, a barmani robią świetne drinki.

Le Bistro Rozbrat
ul. Rozbrat 44
Warszawa