Inferno pizza – placek od mamy

Nic tak nie podsyciło apetytu mojego pokolenia, jak pojawienie się kolorowej telewizji. Przyzwyczajeni od urodzenia do niedoboru, zapragnęliśmy konsumpcji – dosłownie! Nie mogliśmy wytrzymać, patrząc na uginające się od sera kawałki pizzy, plamiące sosem naszych ulubionych bohaterów amerykańskiego kina familijnego. Rozdziawialiśmy usta ze zdziwienia, patrząc, jak szeroko mogą oni rozewrzeć szczęki, by pochłonąć tryskające ketchupem hamburgery. My też tak chcieliśmy!

Wysyłaliśmy skołowane matki na zakupy. Stawały w kolejkach, by w naszych M2 zagnieść ciasto na podpłomyk, który miał przypominać imperialistyczny wynalazek. Jakież było nasze rozczarowanie, gdy zamiast nadmuchanych burgerów obsypanych sezamem dostawaliśmy kajzerkę z kotletem mielonym! A pizza, choć zjadaliśmy jej tak dużo, że aż ścierała nam podniebienie na wiór, nie opadała miękko i malowniczo pod ciężarem sera jak w telewizji. Nasze matki lały do ciasta zbyt dużo tłuszczu – bo łatwiej im było potem je wałkować na laminacie mikroskopijnych kuchni bez okien – by miało się to udać. Było twarde i suche jak płyta pilśniowa z meblościanki w pokoju obok, a w dodatku kanciaste, bo z prostokątnej blachy do ciasta. W zęby wchodziły suszone zioła prowansalskie pływające w pomidorowym koncentracie pod plastrami edamskiego… Ale szpan był, na podwórku należało wtedy jadać pizzę.

Smak polskiego substytutu pizzy przypomniała mi wizyta w polecanej przez znajomych, popularnej pizzerii pod mostem Poniatowskiego. Kucharze odrobili lekcję w kuchniach swoich mam. Ciasto lepią dokładnie i z wysokim rantem, dbając, by się kruszyło i łamało jak za dawnych lat. Ze składnikami tylko mogą nieco bardziej poszaleć, nawet w Społem można przecież dostać już rukolę i inne włoskie wynalazki. Wizytę w Inferno polecam więc tylko słuchaczom Radia Nostalgia.

Inferno pizza

al. 3 Maja 16/18a (filar mostu Poniatowskiego)
Warszawa
godz. otwarcia: codziennie 12:00-22:30