Dom Wódki – kuchnia dla bezzębnych

Co to były za emocje! Premiera tegorocznej edycji przewodnika Michelin, najważniejszej publikacji gastronomicznej na świecie, wstrzymała słońce i poruszyła polską ziemię. Co prawda nasze dwie jasno świecące gwiazdki nie układają się jeszcze w żadną imponującą konstelację, ale przecież z reszty michelinowskich wyróżnień – czyli sztućców i Bib Gourmand – dałoby się już ułożyć Wielki Wóz, gdzieniegdzie na świecie zwany bardziej adekwatnie do sytuacji „wielką chochlą” czy nawet „wielkim rondlem”.

Na liście tegorocznych lokali odznaczonych symbolem sztućców znalazła się między innymi otwarta niedawno restauracja Dom Wódki (nowy biznes właściciela Oberży pod Czerwonym Wieprzem i Folk Gospody, miejsc niezbyt wyrafinowanych, ale cenowo przystępnych), zbierająca do tej pory pozytywne opinie wśród stołecznych blogerów kulinarnych.

Aż 250 rodzajów wódek, a wśród nich kilkanaście przypisanych do menu z daniami „kuchni polskiej, inspirowanymi tradycjami kulinarnymi różnych regionów kraju, pokazanymi w nowoczesnej odsłonie”. Restauracja rekomenduje łączenie trunków z kuchnią Michała Tkaczyka, szefa kuchni po hotelowych doświadczeniach w Bristolu i Sheratonie. Zdaję się zatem na starannie wyselekcjonowany wybór vodka masterów, baristów i mixologów, przy kolejnych zamówionych daniach sięgając po sugerowane wódki.

I słusznie, bo już przy śledziach okazuje się, że bez mocnych trunków się nie obejdzie. W tym wypadku wódka służy raczej za zakąskę niż popitkę – smak okowity jest niemal wybawieniem od wykręcających twarz kwasem śledziowych dodatków.

Rolmops (26 zł) spoczywa na sporej hałdzie octowego purée z czerwonej cebuli, zupełnie nieproporcjonalnej do śledzia nie tylko w smaku, lecz także w ilości. Stężenie kwasu w reszcie dodatków, wyrzuconych na brzeg cebulowej hałdy, mogłoby zakonserwować niejeden rybacki, gumowy kalosz, bo są tu i marynowane grzyby, i kopczyk octowej cebuli, i ogórek kiszony, i kwaśne pikle, a nawet kawior z octu! Delikatny i przyjemny smak śledzia ginie kompletnie w tej kwaśnej konkurencji, podobnie jak smak jego pomorskiego krewniaka, czyli śledzia po kaszubsku (27 zł) na ekscentrycznym talerzu w zielone grochy ziołowej emulsji. Tym razem nie jest to apokaliptyczny krajobraz po odpływie, raczej próba naszkicowania pomorskiej sielanki – śledź spoczywa w cieniu kęp zielonych pędów, chociaż znów pod czapą marynowanej cebuli i w towarzystwie równie kwaśnych infuzowanych pomidorów. Poczciwy kelner szybko kwituje kwaśne miny: „Mówiłem zamówić śledzia pod szubą” i dolewa wódki.

Do zjedzenia kaszanki w tempurze (26 zł) i mielonego na trzy sposoby (39 zł) nie trzeba mieć zębów. Oba główne składniki otacza wianuszek mało apetycznych papek dla starców i dzieci. Kaszanka ma wdzięk szpitalnego jedzenia, towarzyszy jej ten sam przecier z kwaśnej, octowej cebuli, co opisywanym wcześniej rolmopsom, oraz drugi, brudnozielony przecier z kiszonych ogórków, kompresowane jabłka bez smaku i przypalony, gorzki demi glace.

Mielone zaś, choć same w sobie soczyste, odpowiednio tłuste i doprawione, są zestawione z puszczającymi wodę przecierami z marchewki, buraczków i groszku o mało finezyjnym smaku rozgotowanych jarzyn.

Dom Wódki to kuchnia dla bezzębnych, nieczułych na teksturę, technikę i staranność wykonania trunkowych ciem barowych. Inspektorzy Michelin z pewnością do nich nie należą, skoro wyróżnili miejsce symbolem sztućców przyznawanych wszakże za obsługę, wystrój i atmosferę. Nie za jedzenie.

 

Dom Wódki
ul. Wierzbowa 9/11
Warszawa
godziny otwarcia: pon.-niedz. 12-24